*
*

*
* * *
Wprawdzie o hotelu Gage slyszalem wczesniej od znajomych, ktorzy goscili w nim kilka lat temu, to naoczne spotaknie z nim bylo pelnym zaskoczeniem.
Po wyjechaniu z Van Horn odbilismy na poludniowy wschod, jadac droga prowadzaca przez niezbyt ciekawe rudo-buro-zolte pustkowie, watpliwie urozmaicone mijanymi co jakis czas osadami, ktore, mimo ze zamieszkale, przypominaly juz bardziej ghost towns, czyli miasta-widma, niz normalne miasteczka.
Tak bylo az dotarlismy do miejscowosci zwanej Marathon (Ach to amerykanskie nazewnictwo! Te wszystkie Warszawy, Paryze, Londyny, Moskwy, Ateny, Florencje, Syrakuzy i Lizbony... tak jakby chciano tu przeszczepic cala Europe.)
Tam, w samym sercu pustyni, trafilismy do hotelu, ktrego nie powstydzilby sie najbardziej ekskluzywny resort.
*

*
Jednak urok hotelu Gage nie wynika z jakiegos nadetego i snobistycznego luksusu, ale z autentycznej atmosfery laczacej najlepsze tradycje amerykanskiego Zachodu i poludniowego pogranicza.
Wybudowany 80 lat temu przez bydlecego magnata (tzn. posiadacza olbrzymich stad bydla), podupadl nieco z biegiem czasu, ale w latach 70-tych trafil w rece czlowieka nie tylko bogatego (choc 30 tys. dolarow, jakie zaplacil on za hotel nie bylo raczej cena wygorowana), ale i wyksztalconego (co w Ameryce niekoniecznie musi isc w parze) i to w dodatku historyka, ktory dokonal na nim renowacyjnego cudu, zdobiac go i wyposazajac w sprzet, meble i obiekty najciekawsze, jakie tylko mozna bylo znalezc w calym rejonie Trans-Pecos.
Jesli chodzi o architekture, to hotel Gage jest polaczeniem stylu Santa Fe i adobe, a wiec widzimy tu mocne wplywy hiszpanskiego kolonialonego poludnia (hacjenda) z elementami architektry indianskiej (pueblo).
*

*
Co tu kryc... pustynia na dluzsza mete jest meczaca, skaly i piasek goracy, tudziez slonce palace... Wzrok znuony jest monotonia terenu, nigdzie nie widac zywego ducha (ani nawet martwego), tylko od czasu do czasu na droge wejdzie zablakany cielak, tudziez przejedzie nia jakis leniwy i wyblakly pick-up.
Az tu nagle, taka oaza, trafia sie jak zbawienie!
Lecz ta oaza to nie tylko zielone palmy, barwne oleandry i basen pelen necacej chlodnej wody... ale i nadzwyczaj ciekawe wnetrze zlozone z interesujacych zakatkow i pomieszczen wypelnionych roznymi eksponatami...
A to misternie rzezbione skrzynie, lawy i piedestaly z kutego recznie zelaza, lampy z rogow, brazu i mosiadzu, mysliwskie trofea, skory i futra, malowane obrazy, przerozne rzezby, a nawet... wypchana puma oraz leb bialego bizona (chociaz dziel sztuki mozna tu spotkac znacznie wiecej niz tych ostatnich kuriozow).
Jednak najlepsze wraznie robia mozaiki z terra-coty, pokryte stucco sciany i piekne, podparte dekoracyjnymi belkami sufity.
Wszystko to razem tworzy wielce unikalna, aczkolwiek swobodna atmosfere - klimat prawdziwej i niewymuszonej goscinnosci.
* * *

Jakby tych architektonicznych, dekoracyjnych i wystrojeniowych przyjemnosci bylo malo, w lokalnej kuchni czekaja nas rozkosze kulinarne.
Cafe Cenizo slynie w calym Teksasie jako jedna z najlepszych restauracji stanu. Nic dziwnego jednak - chef to wyksztalcony na klasycznej francuskiej kuchni restaurator, ktory przybyl tu jakis czas temu z Manhattanu i zrobil furrore. Zaczal od rewolucji: zalozyl wlasny, zaopatrujacy kuchnie we wszystko, paro-hektarowy ogrod. Z piwnic powyrzucal wszystkie wina podle i sikacze, zastepujac je trunkami, jakich nie powstydzilyby sie najlepsze winiarnie Wloch czy Francji.
I coz moge do tego wszystkiego dodac?
I ja tam bylem, pyszne potrawy jadlem, doskonale wina pilem...
* * *
(Po opisaniu tego wszystkiego mam nadzieje, za np. Sarna, z calej swej zazdrosci, nie przestanie mnie czytac i madrze komentowac. Takoz inni, bardziej lub mniej przypadkowi Czytelnicy.)
O wybaczenie wiec prosze i obiecuje, ze juz sie wiecej w tym hedonizmie tak nuzal nie bede!
PS. Gwoli formalnosci podaje (choc gentelmenom podobno o pieniadzach pisac nie wypada), ze nocleg w hotelu Gage kosztuje kilkakrotnie mniej, niz w podobnym, jesli chodzi o standard, hotelu europejskim, polskie w to wliczajac.
*
*
*

*
*
*

*
*
*

*
*
Zdjecia autora.
*
______________________________________________________________
*
Ok, praca domowa odrobiona połowicznie, ale i tak wędrówka waszymi szlakami wyczerpuje. Nie wiem jak znaleźliście na to wszystko czas. Jestem zakochana w Justynie i Pawle - są niezniszczalni, niezmordowani.Jedyne czego ludziom w życiu zazdroszczę to pasji i charyzmy. Wy to macie. I macie siebie, grono pozytywnie zakręconych.
Podziwiam dziewczyny. Ja chyba jednak jestem próżna ( chociaż jeszcze niedawno sądziłam, że w żadnym wypadku), bo zaczynam uroki podróży w takich spartańskich warunkach postrzegać w zestawieniu z nieograniczonym dostępem do prysznica, szafy wypełnionej barwnymi kieckami, toalety zagraconej kosmetykami i perfumami. Dzięki Tobie dostrzegłam w sobie tyle cech świadczących o małostkowości i przyziemności mojego bytu. Ale nie to mnie martwi. Zaskoczył mnie fakt, że specjalnie mnie to nie zmartwiło. Jedyne wytłumaczenie to chyba te, że z wiekiem człowiek zaczyna być dobry dla siebie. Dobrze, że moi znajomi tu nie wchodzą, bo zaraz by dorzucili, że nigdy nie lubiłam sie umartwiać. Ale to chyba moja filozofia życiowa:jak będzie ci dobrze w życiu to będziesz chciał by inni też mogli tego doświadczyć.
pozdrawiam 
autor: Sarna
Poszukiwana listem gończym ?"S" ma wrażenie, że dzisiaj wszystko robi "be". Zajrzę na Twój drugi bloog innym razem.Póki co, nie mam nawet czasu przyjrzeć sie samej sobie w lustrze. Kiedyś tam spojrzę i się zdziwię, bo zobaczę obcą kobietę.
pozdrawiam 
autor: Sarna
Czyli S. wyobrazalas sobie ten hotel jako "osobliwy"?
Te zdjecia jednak nie oddaja atmosfery tego hotelu, bo owa atmosfere tworza ludzie,
To wlasnie oni sprawiaja, ze nie odnosi sie wrazenia, iz mieszka sie w "muzeum".
Trudno tu mi pisac o wszystkim - o dlugim plywaniu w basenie, o kolacji w stylowych (i przytulnych) wnetrzach, o drinku w saloonie i rozmowie z ludzmi, ktorzy przybyli tam z calego swiata... To wlasnie tworzy unikalna i swobodna atmosfere hotelu Gage.
Druga czesc Twojego komentarza odnosi sie chyba do tekstu o Bialych Piaskach. Ja piszac o monotonii tamtajszych pustyn nie mialem akurat na mysli White Sands, ktore sprawily na mnie wielkie (i pozytywnie estetyczne:) wrazenie.
Moze dlatego, ze przebywalem tam zaledwie kilka godzin, te piaski nie stanowily dla mnie zagrozenia, jakie zwykle niesie ze soba pustynia dla czlowieka. To bylo zbyt komfortowe, by poczuc osamotnienie i pustke, jakie niewatpliwie bysmy odczuwali, gdybysmy np. musieli te pustynie pokonac, dajmy na to... 100 lat temu.
Na moim bloogu fotograficznym (ktorego wogole nie ogladasz... o komentowniu nie wspominajac ;) (czyzbys nie lubila fotografii?) jest wiecej obrazkow z tej pustyni, i mysle ze niektore z nich oddaja czastke tego piekna, ktore niewatpliwie mozna tam dostrzec (i ktore dostrzegli Ci, co tam zajrzeli :))
autor: Logos Amicus
blog: logosamicus.bloog.pl
Witaj i dziękuję za zdjęcia. Bardzo przybliżają to o czym mówisz. Moja wyobraźnia mnie nie zawiodła! Jedyne co mnie zaskoczyło to barwne plamki kwiatów. W tej scenerii to niesamowity widok.A sam hotel? Najbardziej trafne moim zdaniem określenie to "osobliwy".Sprawia wrażenie muzeum, a nie siedliska mieszkalnego. Nawet moje mieszkanko, które przyjaciele żartobliwie nazywają "prosektorium" sprawia bardziej przytulne wrażenie.Piaski pustyni same w sobie są piękne, ale przyznam, że poczułam się dziwnie patrząc na ten bezmiar monotonii.Chyba mnie przeraziło uczucie osamotnienia, bo tak sie poczułam . Wiem, pisałeś że pustynia bardziej sprawia wrażenie opuszczenia, niż że taka jest. Zresztą cały czas podkreślasz, że jest tam tyle różnorodnych form życia, ale ja chyba nadaje się do roli dekadenta podziwiającego pustynię z tarasu widokowego.Natura ciągnie by tego doświadczyć, a przyzwyczajenie do wygodnictwa i widok piwonii w wazonie ( bo już kwitną w przeróżnych kolorach)mówią : doceń nas.I doceniam. Każdym darowanym mi dniem potrafię się cieszyć ogromem mojego maleńkiego szczęścia.
pozdrawiam
autor: Sarna
no tak.. opis tak wizualny że prawie tam byłam i rozkoszowałam się widokami i smakami... ale najbardziej wizja pustyni.. oazy i Słońca... wszak kocham słońce :-)
pozdrawiam serdecznie :-)
autor: niepokorna.ip
Od pierwszych wersów dzisiejszej lektury miałam wrażenie, że próbujesz mnie pocieszyć mówiąc o pustyni w kontekście "a fe !". Doceniam, ale nie rób tego. Brzydotę znajduję wokół siebie, a żeby móc marzyć trzeba mieć pozytywne bodźce, motywujące chęć poznania, zobaczenia. Od Ciebie oczekuję uczciwości przekazu ( subiektywnej, ale jednak uczciwości).Czy udało Ci się pocieszanie? Ależ owszem! zmywając z balkonu pyłki pomyślałam radośnie:to przecież kwitnąca wierzba, a nie jakiś pustynny piasek, a przy tym sznurze samochodów mknących pod oknem niech się schowa osamotniony i wyblakły pick-up. No może troszeczkę na koniec popsułeś mi @-szonie humorek tą szpileczką , że Ty tam byłeś i dobre wina piłeś, ale ... A mówiąc poważnie. Moja zazdrość nie jest zawistna i typowo polska,na zasadzie jak ja nie mam, to i on nie powinien mieć. Baw się dobrze i korzystaj z możliwości jakie stworzyło Ci życie i Ty sam. Tylko nadal nam to tak obrazowo i mądrze opisuj.
Swoją drogą w tym artykule jest kontynuacja wątku o tym, co bliższe jest ludzkiej naturze. Możemy się prześcigać w coraz doskonalszych technologiach, promować nowe marki, a tak naprawdę zawsze i wszędzie zachwyca nas najbardziej rękodzieło i surowce z których zostało wykonane. I dla swojego kunsztu, i dla urody, i myślę, że dlatego że ma w sobie element ludzki.Niesie ciepłe klimaty ( gdzieś w podświadomości nadal tkwimy na gałęzi, tęsknimy za naturą). Niedawno odwiedziłam muzeum gdzie były porcelanowe wyroby, wypalane kiedyś na moich rodzimych terenach przez osadników holenderskich. Piękne kafle piecowe, naczynia, kiczowate kaczuszki i sarenki.Kicz a jaki uroczy. Zdobił kiedyś najznamienitsze domy w całej Europie do spółki z dziełami flamandzkich mistrzów pędzla, które kosztują fortunę. Mówi się, że pewne rzeczy pasują do siebie " jak kwiatek do kożucha". Mam koleżankę, u której się to nie sprawdza. Ma taką osobowość, że nie tylko jej to pasuje, ale jeszcze nam się to podoba. Pomyślałam o tym w zestawieniu z tym co Ty pisałeś o stylach w hotelu i jego uroku i panującym tam klimacie. Nie wiem dlaczego przy tym opisie pomyślałam o korzenno-cynamonowym zapachu. Ten hotel jest jakiś nierealny, jak przeniesiony z bajki, która jak to bajka zaczyna sie od słów: za siedmioma górami, za siedmioma rzekami ....
pozdrawiam 
autor: Sarna
wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 121138
| « luty » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |

Świat nie przestaje mnie zadziwiać.
Refleksje na temat szeroko pojętej kultury i człowieka: literatura, kino, filozofia, sztuka, psychologia, kultura masowa, natura, podróże...