*
*

*
*
* * *
Park Narodowy Wielkiego Przelomu .
To wlasnie Big Bend skusil mnie najbardziej, by wybrac sie w te podroz.
Obszar o powierzchni 1100 mil kwadratowych wydzielony z polnocnych rubiezy pustyni Chihuahua, rozlozony w "siodle" przelomu granicznej rzeki Rio Grande, ktora wlasnie tutaj, w poludniowo-zachodnim Teksasie tworzy kilkuset-kilometrowa petle, rzezbiac w skale glebokie kaniony.
W sercu tego zakola wznosza sie zas wysokie na dwa i pol kilometra gory Chisos, tworzac z kolei w swoim obrebie niecke Chisos Basin, ktora jest prawdziwa oaza chlodu i zieleni, otoczona bezkresnymi przestrzeniami niegoscinnych pustkowii.
Kotlina ta jest niczym ostatni bastion bogatszego zycia broniacego sie przed napierajaca zewszad pustynna posucha.
* * *
*

Czuje sie jednak jak dekadent zepsuty wspolczesnymi dogodnosciami, siedzac teraz na widokowym tarasie Chisos Mountains Lodge, piszac te slowa i popijajac orzezwiajaco zimna Iced Tea.
Wrocilismy wlasnie z Kanionu Santa Elena, uznanego za jeden z najbardziej spektakularnych gardzieli amerykanskiego Desert Southwest.
To poczucie dekadencji wynika jeszcze z czegos innego. Otoz kilka godzin temu dokonalem czynu nielegalnego. Brodzac po kolana w Rio Grande przebrnalem na druga strone rzeki i postawilem swoja stope (a nawet dwie) na meksykanskiej ziemi.
Gdybym nie mial szczescia i trafil na straznika sluzbiste, to przyjamnosc ta moglaby mnie kosztowac 5 tys. dolarow. Taka bowiem, po ataku 11 wrzesnia, nalozono kare za "dzikie" przekroczenie granicy.
Jednak przez wiele lat do tradycji nalezalo swobodne przechodzenie z jednej strony na druga. Odwiedzano meksykanskie wioski, korzystano z uslug tubylczych przewodnikow, smakowano inna kulture...
Teraz tego nie ma, choc oczywiscie nikogo sie nie zamyka za taplanie sie w Wielkiej Rzece, ktora tak naprawde wcale nie jest tutaj o tej porze taka wielka.
*

Z okolicznych wzgorz strony amerykanskiej widac biedne, prazace sie w pustynnym sloncu meksykanskie osady. Szlaki biegna tuz obok granicy. Od czasu do czasu spotkac mozna na nich cos w rodzaju malych kramow z pamiatkami i rekodzielem, ktore wystawiaja tu Meksykanie z nadzieja, ze ktos zostawi w puszce kilka zielonych.
* * *
Przez dlugi czas granica miedzy Stanami Zjednoczonymi a Meksykiem istniala tylko na papierze. W rejonach Wielkiego Przelomu grasowaly bandy Metysow. To wlasnie stad kazdej jesieni wyruszali na poludnie Komancze, by grabic, mordowac i brac jencow. Jedni rozbojnicy warci byli drugich. Z pewnoscia nie przyczyniali sie oni do tworzenia romantycznej legendy pogranicza.
Troche lepiej bylo z Apaczami, ktorzy jednak w rzeczywistosci nie byli az tak szlachetnymi wojownikami, jakich wydumal sobie Karol May opisujac przygody Winnetou.
Lecz mitologia Dzikiego Zachodu to odrebny temat, ktorego nawet nie smiem tu zaczynac.
* * *
*

Big Bend interesujacy jest dzisiaj glownie ze wzgledu na przyrode, walory rekreacyjne, scenerie... Park przecinaja setki mil szlakow. Wielka przygoda jest kilkudniowy splyw po Rio Bravo (ta nazwa rowniez jest historycznie poprawna) miedzy siegajacymi 500 m. wysokosci brazowo-zolto-czerwonymi skalnymi scianami.
Mimo to, ze wzgledu na odleglosci i oddalenie od duzych skupisk ludnosci, Big Bend National Park nalezy do najrzadziej odwiedzanych amerkanskich parkow.
Ilosc jednak nie przechodzi w jakosc. Wszyscy napotkani tutaj przez nas ludzie to zaprawieni w bojach podroznicy, ktorzy nie tafili do BB przypadkowo.
Wczoraj np. spotkalismy Holendrow, pare - tak na oko - w wieku okolo lat 60-ciu, ktorzy sa tu juz po raz drugi, a jutro wybieraja sie na 25-kilometrowy szlak do Poludniowej Krawedzi Kotliny Chisos, co zajmie im jakies 12 godzin. (Nawet sie do tego nie przyznawalismy, ze my za wyczyn uznalismy nasza 3-godzinna wspinaczke na Szczyt Guadelupe.)
Holendrzy Ci, swoja droga, wydali sie nam bardzo sympatyczni (jak zreszta prawie wszyscy ludzie, z ktorymi sie tutaj zetknelismy).
Ta sympatia nie znikla nawet wtedy, kiedy dowiedzieli sie, ze jestesmy Polakami. Bowiem do naszych rodakow mieli oni pewne obiekcje, a to z powodu burd, pijanstwa i drogowych wypadkow, ktorymi racza ich kraj Polacy, masowo zjezdzajacy tam do pracy i zakladajacy jakies dziwne obozowiska.
* * *
*

*
*
Dosc jednak tej socjologii.
Big Bend poczulismy na wlasnej skorze, we wszystkich naszych miesniach i kosciach.
Spedzilismy tu kilka dni, wiekszosc czasu przebywajac na szlakach, zarowno w gorach Chisos, jak i tych biegnacych wzdluz Rio Grande.
Skutecznie zdolalismy uniknac upalow, wybierajac sie w piesze wedrowki rankiem oraz poznym popoludniem. Tylko wtedy bowiem pokonywanie szlaku moglo byc przyjemnoscia, a nie wyczerpujaca mordega.
* * *
*

*
*
Jakze powierzchowny jest jednak nasz oglad przyrody. Wystarczy blizej zapoznac sie z pierwszym lepszym gatunkiem fauny czy flory, by uswiadomic sobie, jak olbrzymia jest nasza niewiedza dotyczaca wszystkich pozostalych.
Lecz w jaki sposob mozna tego uniknac nie studiujac tematu latami, nie spedzajac wiekszosci zycia na lonie przyrody, czy tez w laboratorium?
Czy jednak ta gleboka i obszerna wiedza jest niezbedna do tego, by zestroic sie w jakims stopniu z naturalnym srodowiskiem?
Jaki rodzaj swiadomosci potrzebny jest nam do tego, by cieszyc sie zyciem?
Oto idziemy gorska sciezka, otaczaja nas kolorowe skaly o przeroznych ksztaltach; wokol rosna drzewa, krzewy, kaktusy, trawy... (w BB mozna znalezc ponad 1000 gatunkow roslin); slychac spiew ptakow (w BB fruwa ok. 400 gatunkow ptakow); tu i owdzie przebiegnie jaszczurka, przepelznie waz, spojrzy na nas sarna, mozemy nawet spotkac pume czy niedzwiedzia...
Chloniemy przyrode, rozkoszujemy sie natura...
W takich chwilach wystarcza nam swiadomosc wlasnego istnienia, poczucie tego, ze sie zyje, ze jestesmy nieodrodna czastka tego swiata.
Bo to jest nasz swiat i nasze w nim zycie.
* * *
*
*

*
*
Zdjecia: autor & Anna B.
Wiecej: http://swiatowid.bloog.pl/id,3409107,title,BIG-BEND-RIO-GRANDE,index.html
__________________________________________
No tak... Ale jaki to wszystko ma zwiazek z Big Bendem i Rio Bravo?
autor: Logos Amicus
blog: logosamicus.bloog.pl
Jestem głęboko zaniepokojona artykułem Heliski. Wiem, świat oszalał i pędzi w zastraszającym tempie, ale dlaczego nie do przodu?
Ten Twój bloog ma widać świeższe newsy od "Super Expressu" Jesteśmy znowu w PL? Boże!, czy nasz prezydent i rząd już o tym wiedzą?
autor: Sarna
To tak gwoli wyjasnienia, aby unikanc nieporozumien: ten, heliski zdaniem, "gleboki i madry komentarz", nie znajduje sie na tej stronie, i nie odnosi sie do fallicznych skal:), tylko do artukulu heliski na temat Ameryki, opublikowanego gdzie indziej.
autor: Logos Amicus
blog: logosamicus.bloog.pl
Serdecznie dziekuje za madry i gleboki komentarz.
Masz racje, stoimy w obliczu glebokich zmian w US i mysle, ze na calym Swiecie. To co ma nastapic, na pewno wniesie duzo nowosci oby wylacznie tej o wydzwieku pozytywnym. Nie ma co dyskutowac nad wyzszoscia Swiat Bozego Narodzenia nad Wielkanoca.
Moj wpis mial za zadanie nie tyle skrytykowac Ameryke, co ukazac jej niektore negatywne strony, ktore ma zarowno US jak i PL. Nie ma co sie oszukiwac :)
autor (Login WP): heliska
blog: illinois-usa.bloog.pl
Po czym poznaje się, że facet na skale to filozof? To była intuicja, ale cytując Andre Gide " Kiedy filozof odpowiada przestajemy rozumieć o co pytaliśmy" dochodze do wniosku, że mnie ona nie zawiodła.
Ironizujesz, że wystarczy na stronie umieścić symbol falliczny, a już taki wysyp damskich komentarzy. A pewnie! A co? Może wolisz pruderię?
A poza tym sam wywołałeś temat i to jakże drażliwy dla mężczyn.
No właśnie, a za co nam się dzisiaj wszystkim dostały te uszczypliwości? Swoją drogą zupełnie nie rozumiem waszych kompleksów z powodu anatomii w tym temacie. Wszystko inne w sferze seksu zależy od faceta, tylko to jedno nie. Dlaczego wiec czujecie się z tego powodu winni, gorsi, mniej atrakcyjni?
Może jakiś mężczyzna mi odpowie . Chociaż nie wiem czy mogę liczyć na odpowiedz, bo wiekszość facetów rusza łebkiem nie głową.
pozdrawiam 
autor: Sarna
No tak... wystarczy zamiescic na swojej stronie jakis symbol falliczny a tu zaraz taki wysyp damskich komentarzy :)
Oczywiscie ze to bylo moje pierwsze skojarzenie, kiedy zobaczylem te skale (mimo ze nie jestem raczej wyglodniala Lady, a bardziej wyglodnialym gentelmanem :)
To wlasnie dlatego nie kazalem mojej zonie obrocic sie z tym samym gestem wyciagnietych rak w lewa strone :)
Bowiem jeszcze bardziej moglbym wpasc w kompleksy (wobec tej wielkosci i twardosci :))
Lady V zauwazyla (oprocz wiadomego symbolu) rowniez kolibra. Moje uznanie :)
A swoja droga jak ladnie koresponduja nasze niki: Logos Amicus i Solaris Lupus :)
No i jeszcze ten glod :)
Graziu, hedonizm byl w hotelu Gage, na szlakach w Big Bend byl naturalizm :)
Ale przeciez i tak Ty lubisz i to i to :)
Heliska... przeciez jestes od tego wszystkiego tak niedaleko :)
Zawsze mozasz na mnie liczyc jako doswiadczonego (ongis) przewodnika :)
Sarna, a po czym to poznaje sie filozofa na skale?
Dobrze, ze kiedy jestem na takich stromiznach nie nawiedza mnie hamletowskie "To Be Or Not To Be", a raczej... "O k... musze uwazac, zeby nie spasc" :))
autor: Logos Amicus
blog: logosamicus.bloog.pl
Nie przepraszaj za swój hedonizm, bo to przecież sama przyjemność. Pięknie piszesz, cudownie to wszystko czujesz, i odbierasz. Dobrze, że dzielisz się tym z nami.
autor: Grazia
oj Solaris Lupus! ktoś tu miał odwagę zauważyć głośno coś, co chyba wszyscy zauważają od razu,aczkolwiek po cichu.
Swoją drogą to równie dobrze może uchodzić za profil Mikołaja Kopernika wpatrującego się w urodę olsztyńskiego zamku, odpoczywającego w podróży mnicha z sakwą na plecach, albo postać z obrazów Chełmońskiego. Jak to mówią i Ty sama też chyba głodnemu chleb na myśli.Podobasz mi się i podoba mi się twoja spostrzegawczość.Szkoda ze nie mam własnego blooga, milo by tam było Cię gościć.
autor: Sarna
Boskie te krajobrazy... i takie dwie refleksje mnie dopadły. Pierwsza, dotycząca zdjęcia pierwszego - z czym kojarzy Ci się lewa część skały na tym zdjęciu?? Rzuciło mi się w oczy od razu, ale to chyba przez wygłodniałe myśli... :D
A druga dotycząca koliberka - maleńkiego, podatnego na wiatr... Taki koliberek jest podobny do człowieka i jego złożoności. Wobec swojego gatunku wielki, tudzież zwykły i po prostu normalny. Wobec świata - maleńki i zależny od choćby powiewu wiatru...
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.
autor: Solaris Lupus
blog: www.lady-vectra.bloog.pl
Cudowne zdjecia i jak znam swiat nie oddaja nawet polowy piekna, ktore Ty mogles doswiadczyc. Przyroda zapiera dech w piersiach! Taka wyprawa zapewne uczy wiecej niz przestudiowanie tysiaca encyklopedii. Zazdroszcze i podziwiam zarazem!
autor (Login WP): heliska
blog: illinois-usa.bloog.pl
Codziennie zaskakujesz nowym zdjęciem, nowym wizerunkiem szlaku, a myślałam, że już mam "blade pojęcie". A tu kolejny raz mała lekcja pokory.Masz rację twierdząc, że nasza wiedza, nasz ogląd przyrody są bardzo powierzchowne.A połączone z naszą arogancją i ambicjami ujarzmienia sił natury skutkują potem kataklizmami. I wówczas wielkie zdziwienie,szok, że jakże to tak? Przecież byliśmy tacy mądrzy, tacy wszechmocni.
A w gruncie rzeczy zarozumiali i nietolerancyjni ignoranci.
Kwiaty są piękne, dziękuję.
Zawsze ogłupiał mnie ich widok i zapach. Te kontrastujące z pustynnym otoczeniem wydają się być szczególnie piękne . Zaskakują wielkością, barwami i ich intensywnym nasyceniem. Zaskakują już samym swoim bytem w śród skał i pisaku, wystawione na słoneczny żar.
Byliście w niesamowitych miejscach. Może fotografia przekłamuje proporcje itp, ale jaskinie Carlsbadu są i tak niesamowite.
Przez moment zastanowiłam się czy piękno tamtych miejsc wynika samo z siebie czy takie się nam wydaje bo zyskuje dzięki ascetycznemu tłu jakie tworzy pustynia. Ale tylko przez moment i był to błędny tok myślenia.
Ledwie się powstrzymuję z ciekawości by nie zapytać,czy ten filozof na skale to Ty, ale z obawy, że znowu zaraz usłyszę, że to jakiś inny obieżyświat
daruje sobie.
pozdrawiam 
autor: Sarna
Na tym oceanie z piasku to nie my ale dwie japonskie dziewczyny :)
autor: Logos Amicus
blog: logosamicus.bloog.pl
Cieszę się, że szczęśliwie dotarliście do domu.
Wiadomość o tym, że już tam jesteś nie bardzo mnie zaskoczyła, bowiem przy oglądaniu zdjęć dopadła mnie refleksja, że obiecałeś do nich zasiąść po powrocie z podróży.
Swoją drogą Twoja żona musi być niebanalną kobietą skoro Ci tak dzielnie towarzyszy w tak trudnych (z różnych względów, szczególnie dla kobiet) wojażach. Chyba widziałam Ją u twojego boku na zdjęciu gdzie był tylko ocean piasku i Wy.
Zdjęcia są rewela. Zawiodłam się tylko szukając zdjęcia mozaiki z terra-coty i zdjęć ścian pokrytych stucco .
pozdrawiam 
autor: Sarna
Jestem juz w domu...
Fajnie bylo podrozowac w towarzystwie zony i takiej milej Sarny jak Ty :)
Thanks!
autor: Logos Amicus
blog: logosamicus.bloog.pl
Widziałeś kiedyś śpiącego susła?
Ja widziałam, w sklepie zoologicznym. Byliśmy tam gromadą i zachowywaliśmy sie jak barbarzyńcy. To nas nie usprawiedliwia, że ten suseł nas sprowokował, ale co to za doświadczenie! Stukasz, pukasz, wpatrujesz się w poruszenie choć jednego sierściucha na grzbiecie, a ten leży jak martwy. Niesamowite stworzenie. Chciałoby się powiedzieć , że śpi jak niewinny , ale w mojej religii jest taka instytucja jak grzech zaniechania, (bezczynności, braku reakcji, braku działania) . Jakbyś nie postąpił zawsze będzie źle. A jednak trwamy przy swoich religiach. Dlaczego, skoro tak często kłócimy sie z ich dogmatami?
autor: Sarna
Miło mi się podąża Twoimi szlakami.Szkoda tylko, że mam tak bardzo mało czasu by móc to chłonąć. Zaledwie chwila by poznać "coś" nowego, na rozkoszowanie się tym już nie starcza czasu. Może "kiedyś" znajdę czas i skupię się na tym - poczytam, pooglądam, może poznam dzięki Twoim zdjęciom?
Teraz zdobywam właśnie własne " ośmiotysięczniki".Dzień po dniu - cholernie trudna sprawa. Do jednego chyba zrobię jeszcze jedno podejście. Zazdroszczę Ci twojego zmęczenia fizycznego. Przynajmniej śpisz jak suseł. Ja mam koszmary. Miłe chwile-chwile relaksu, ostatnio przeżywam tylko dzięki Twoim opisom, działają jak antidotum na stres. Więc proszę pisz.
Swoją drogą chętnie zamienię moje znużenie psychiczne na ból Twoich mięśni. Ten rodzaj zmęczenia dziwnie koi. Lubie go.
Pozdrawiam i do zobaczenia na szlaku - jak zobaczysz "padniętą" sarenkę to będę ja.
autor: Sarna
sobota, 21 listopada 2009
Licznik odwiedzin: 82888
| « listopad » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | ||||||
| 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 |
| 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | ||||||

Świat nie przestaje mnie zadziwiać.
Refleksje na temat szeroko pojętej kultury i człowieka: literatura, kino, filozofia, sztuka, psychologia, kultura masowa, natura, podróże...