*Z wdzięczności za cud stworzenia, czy też ze strachu przed siłami od nas wyższymi?
Czy pragnienie zbliżenia sie do bóstwa jest wyrazem pokory czy też pychy?Czy modląc się człowiek częściej prosi czy dziękuje?
Istota ludzka wtrącona w otchłanie Kosmosu poddana jest mocom, które ją przerastają. Nie dziwi więc, iż człowiek niekiedy ma wrażenie, że jest igraszką w rękach bogów - opleciony wątkami losu, poddany przeznaczeniu, które nie jest mu znane.
Modląc się znajduje ukojenie - ma poczucie, że jego serce nie bije w próżni, że nie jest Sierotą Wszechświata, że po drugiej stronie jest coś więcej, niźli tylko nicość...
Klękając, kłaniając się, schylając głowę, wyciągając ręce do Stworzyciela i władcy...
Czy jednak potrzebne jest to pokajanie?
Czy owo poddanie może mieć jakąś wartość dla bóstwa? Czy też potrzebne jest jedynie człowiekowi, by poczuć na sobie czyjąś opiekę?
(Kiedy poddany korzy się przed królem-człowiekiem, to ów gest ma sens, bowiem także król nie jest pozbawiony słabości - jego moc jest jedynie umowna i nominalna, dlatego też domaga się nieustannej konfirmacji. Czy Wszechmocny Bóg potrzebuje tego samego?)
Poddańcza poza jest najczęściej wyrazem uegłości i słabości.
Stając na nogi musimy szukać siły w sobie samych.
(Zdjęcie autora)
* * *
Kiedy przed podróżą do Tajlandii przeglądałem albumy zawierające fotografie z tego kraju, uwagę moją przykuło zdjęcie buddyjskiego mnicha, który stoi z ręką opartą o dłoń Buddy... Dłoń była większ od mnicha.
Postanowiłem odnaleźć to miejsce.
Okazało się, że ów posąg Buddy znajduje się w jednej z licznych świątyń jednego z najważniejszych kompleksów religijnych Tajlandii, a mianowicie w Sukhothai.
Kiedy tam wreszcie dotarłem i z bijącym sercem wkraczałem do świątyni, przed oczami pojawiła mi się scena, jaką mogłem sobie tylko wymarzyć: wspierając się o gigantyczny posąg Buddy, tuż obok jego oklejonej złotem dwumetrowej dłoni, klęczała zatopiona w modlitwie dziewczyna.
Czyżby to znowu przypadek?
A może obraz ten po prostu na mnie tam czekał?
* * *
Jeśli kogoś interesują zdjęcia ukazujące tajskie świątynie, zapraszam na stronę:
http://swiatowid.bloog.pl
Mały appendix obrazkowy:
http://amicuslogos.wordpress.com/
*
Mizeria! młodzi pobiegają po stoku i już wymiękają bo do pracy. Brak im wprawy we wszystkim:)
A poważnie. Przez rok tyle nie myślałam o swojej wierze, co przez ten wieczór i doszłam do niepokojących wniosków :) Mój Bóg ma twarz mojej matki,kojącą moc spaceru po lesie, pachnie bezpieczeństwem jak w dzieciństwie tornister jabłkiem ...Nie szukam odpowiedzi "jak długo", nie rozbieram na elementy pierwsze tak jak Ty z Geografem. Nie czuje takiej potrzeby, jest mi dobrze tak jak jest. Ksiądz J. Twardowski napisał coś w tym temacie:
"Kopciuszku tobie sie udało
oddzielić mak od popiołu
przez jedna noc
powiedz jak oddzielić
kota od kotki
ból od miłości
łzę od doświadczeń
smutek od czasu
mądrość od starości
i nie mieć już słonia lat"
autor: Sarna
Buddo,
jeśli wstąpiłeś już na wyższe stopnie, tudzież odnalazłeś już "coś więcej", to proszę - oświeć nas!
PS. Piszesz, że istnienie Boga jest warunkiem: " koniecznym do usprawiedliwienia (vide uzasadnienia) istnienia czegokolwiek."
A to dlaczego?
Dlaczego cokolwiek musi mieć swoje usprawiedliwienie albo uzasadnienie?
Widzę, że potrzeba "usprawiedliwienia (uzasadnienia)" istnienia czegokolwiek rodzi POTRZEBĘ istnienia Boga. Co nie oznacza że zrodzi ona Boga.
(O którym doprawdy NIC zgoła nie możemy powiedzieć, oprócz tego, co właśnie mówię:))
PS2. Poza tym Budda był najprawdopodobniej ateistą :)
autor: Logos Amicus
Zapomniałem jeszcze dodać, że pojęcie Bytu Absolutnego, Czystego Istnienia, Bytu Koniecznego i niczym nieuwarunkowanego (czyli po prostu Boga, a o to przecież chodzi autorowi :-)) jest pojęciem logicznie niesprzecznym, a dodatkowo (uwaga!!!!) TAK ontologicznie KONIECZNYM do usprawiedliwienia (vide uzasadnienia) istnienia czegokolwiek z autorami artykułu i tego komentarza włącznie ;-)
autor: budda
Ad articuli - to dopiero pierwszy stopień ... szukaj dalej drogi autorze, a może znajdziesz jednak coś więcej ... :-)
autor: budda
...ano sie rozpisałam:
http://orchideaa.wordpress.com/2008/11/23/reka-ktora-daje/
autor: Orchidea
@ Gospodarz:
No, ja na pewno jestem młody (26 l.) a uwagę na Was jak najbardziej zwracam :-)
Dobranoc, jutro bo do pracy :-(
Pozdrawiam
autor: Geograf
blog: globuspolski.blox.pl
Sarno,
widzę, że podobnie jak Geograf, jesteś na dobrej drodze do tego, by zyskać "mądrość" - wiary, albo niewiary.
Tylko ciekawe, ile Wam (a może nawet nam?: Tobie, Jemu, Mnie) jeszcze tej drogi zostało? :))
No właśnie... wiary w co?
W Boga? W życie po śmierci?
Jeśli w Boga, to jakiego? Jeśli w życie, to jakie i gdzie?
Nie możemy "załatwić" żadnego człowieka, etykietkując go jako "wierzącego" lub "niewierzącego".
autor: Logos Amicus
Jula,
przeczytaj sobie dowcip Geografa. Dotyczy bowiem jednego z problemów, który podniosłaś.
Piszesz, że "na nie wiarę może sobie pozwolić właściwie baaardzo mocna osobowość".
Nie jestem pewien, czy istnieje tu taka zależność.
Przecież spotyka się ludzi wierzących, którzy mają bardzo silne osobowości (i być może właśnie wiara wzmacnia je jeszcze bardziej?)
Podobnie, pełno jest słabowitych niedowiarków, czy też "niewierzących).
A propos starości:
zauważyłaś, że z wiekiem coraz więcej wokół nas ludzi młodych?
(... którzy coraz mniej zwracają na nas uwagę :))
autor: Logos Amicus
@ Gsopodarz & Sarna:
Powiem za Miłoszem: jest mądrość wiary i mądrość niewiary, tak jak jest głupota wiary i głupota niewiary. Takie hasło - róg obfitości, ale faktycznie jest to chyba najbardziej tolerancyjna postawa na jaką człowiek może się zdobyć... Jeśli moje obecne podejście to mądrość niewiary (chciałbym żeby tak było, ale człowiek nigdy nie wie ile głupot popełnia), to jest to reakcja na niegdysiejszą głupotę wiary.
Oj, czuję że przeginam z dialektyką - ważne że kawał Wam się podoba :-)
autor: Geograf
blog: globuspolski.blox.pl
bkm,
no właśnie, zawsze się rozbija o to, co "musi" a co "nie musi".
Cieszę się, że zdjęcia się podobają :)
Pozdrawiam!
Orchideo,
no czekamy na to obiecane "rozpisanie się" :))
autor: Logos Amicus
blog: logosamicus.bloog.pl
I tu się Amicusie nie zgadzamy. Może generalnie jest tak jak mówisz, ale jestem jakaś pokrecona :) Żyję nie myśląc o śmierci, choć ciągle mi towarzyszy,jeżeli odczuwam przed nią lęk to tylko myśląc o moich bliskich, Boga się nie lękam, bo zakładam, że jest moim sprzymierzeńcem - chyba jestem zarozumiała, albo szczęście usypia moją czujność.
A pierwiatek poddaństwa w geście przyklęknięcia, czy aby napewno? A jeśli nawet, to dobrowolny, a nie wymuszony gest, przynajmniej w moim przypadku. Lubię pusty Kościół, ciszę i przyklęknięcie dla siebie samej, Nie idę tam bo taki mam rytm tygodnia czy miesiąca. Czy dobrowolne gesty, choćby wymagajace od nas rezygnacji z nas samych są poddaństwem? Jeśli tak, to czym jest macierzyństwo, miłość kobiety i mężczyzny etc?

autor: Sarna
A kawał z Holmsem i Watsonem świetny :)))
autor: Logos Amicus
Appendix dla Geografa, (który wpisał się w międzyczasie):
Tak to są zalety młodej głowy: kac szybko mija :)
(Starsza musi się przyzwyczaić :))
A tak poważniej i ad rem:
każdy powinien mieć swoją drogę wiary. Choć niemal wszyscy idą tłumnie wytartym szlakiem.
autor: Logos Amicus
PS Jest taki kawał (jeden z moich ulubionych), który mówi coś ciekawego o zagubieniu człowieka w kosmosie:
Sherlock Holmes i dr Watson wybrali się pod namiot. Po suto zakrapianej kolacji położyli się spać. Około północy Sherlock budzi się i widzi nad sobą wygwieżdżone niebo. Szturcha śpiącego towarzysza:
- Co o tym sądzisz Watsonie?
- Hm, jako astronom dedukuję, że leżymy w galaktyce drogi mlecznej, która jawi nam się tutaj jako biały pas na nieboskłonie...
- Coś jeszcze?
- No, jako meteorolog dedukuję, że jesteśmy pod wpływem wyżu rosyjskiego, dzięki czemu pogoda jest tak znakomita...
- I coś jeszcze?
- A jako metafizyk dedukuję, że człowiek jest drobnym pyłkiem w kosmosie, a Bóg który go stworzył jest wszechpotężny. A ty co sądzisz, Sherlocku?
- Że jesteś głupcem, Watsonie! Skradziono nam namiot!
Pozdrawiam! :-)
autor: Geograf
blog: globuspolski.blox.pl
Geografie,
a cóż to wogóle znaczy "wierzący", "niewierzący"?
Posługujemy się tymi (i im podobnymi) pojęciami, bo mamy skłoności do stereotypizacji, segregacji ludzi, przylepiania im etykietek.
Moje przejścia, jak widzę, były całkiem podobne do Twoich.
Moja wiara, kiedy byłem młodym (i bardzo młodym) człowiekiem była chyba inna, niż innych ludzi, bowiem nie dawała mi ukojenia, a wprost przeciewnie -wpedzała mnie w lęki i niepokoje (bo jednocześnie chciałem dążyć do czegoś takiego jak prawda :). Musiałem więc się z tym uporać.
I myślę, że mi się to udało - dzięki temu mogłem się np. zdobyć na tolerancję wobec innych, "myślących inaczej", wierzących w coś innego, mogłem sobie pozwolić na spojrzenie z szerszej perspektywy...
Tak, rezygnacja z dogmatów daje poczucie pewnego wyzwolenia.
autor: Logos Amicus
@ Sarna:
W takie dni jak dziś, gdy po raz pierwszy od marca zapiąłem narty (co prawda tylko biegowe, ale lepsze to niż nic!) i głowa mnie nie boli - wierzę że świat jest pełen sensu, a Bóg nie tylko jest, ale jest dobry :-)
A na serio - zauważ, że staram się nie pisać zbyt ostro na temat cudzej wiary; ja odnoszę się krytycznie do moich dawnych przekonań, które dziś wydają mi się strasznie egzaltowane i infantylne.
Pozdrawiam!
autor: Geograf
blog: globuspolski.blox.pl
Sarno,
ja myślę, że ekumenizm, który również prześwieca z Twoich słów, stał się ostatnio czymś w rodzaju signum temporis. Gdyż ja wierzę, że - jeśli ludzkość wcześniej nie ulegnie samozagładzie - to za kilka- kilkanaście tysięcy lat wymieszają się ze sobą wszystkie rasy, zniknie podział na narody, a tym samym zunifikują się wszystkie wierzenia i relige.
Ekumenizm jest moim zdaniem jednym z elementów początku tej ewolucji.
Uważam, że jest to zjawisko pozytywne - ten proces niesie ze sobą dobro.
Szkoda tylko, że tego nie doczekam :)
Przyklęknięcie, pochylenie się, skłonienie głowy... Ten gest ma swoje źródło w zamierzchłych czasach, kiedy to oznaczał poddanie się, uległość wobec władcy; ukorzenie się przed kimś kto przerastał nas swoją mocą, miał nad nami władzę, mógł nas skrzywdzić, a nawet zabić.
Miał on na celu zdobycie przychylności, był prośbą o darownie kary, przebłaganiem za złe uczynki, złamanie prawa, zapewnieniem sobie opieki.
Ten gest zawsze ma w sobie element poniżenia samego siebie.
Nawet jeśli rzeczywiście jest formą podziękowania i wdzięczności.
(Trzymajmy się jednak proporcji: w naszym kręgu kulturowym wiara w Boga zdecydawnie bardziej opiera się na lęku przed Nim (i przed śmiercią... te rodzaje lęku są zresztą najczęściej tożsame), niż na wdzięczności za stworzenie)
autor: Logos Amicus
Geograf, odpowiadam z małym opóźnieniem, ale to chyba dobrze, bo doskonale zrozumiałam o czym mówisz. Nie wiem, może myślę dziś tymi samymi kategoriami, bo KAC jest naszym wspólnym mianownikiem?
Chociaż nie zgadzam się z Tobą, że nasza wiara upada gdy nie mamy potrzeby. Sugerujesz, że wiara opiera sie na strachu i wyrachowaniu. Nigdy nie podziękowałeś z samego radosnego faktu istnienia,gdy byłeś cały w skowronkach? Nie poczułeś takiej wdzięczności do " kogoś lub czegoś " nieokreślonego, czego nie potrafisz ogarnąć i nazwać ,ale podświadomie ufasz, że jest?
PS. I tak w odniesieniu do innych wpisów. Nie traktuję przyklęknięcia jak aktu poddaństwa. Dla mnie to forma wyrażenia szacunku, choć nie padam kolanem w kałużę, którą akurat mam u stóp tylko dlatego, że w trakcie uroczystości na świeżym powietrzu duchowny dokona aktu podniesienia. Moja wiara nie potrzebuje tanich gestów dla oka innych.
pozdrawiam 
autor: Sarna
Nie raz rozmyślałam na temat uległości i gestów wiernopoddańczych w religii i mam wątpiwości czy to tak musi wyglądać. Jestem nawet przekonana, że nie, ale jeżeli komuś to jest potrzebne? Zdjęcia oszałamiające jak zwykle i te palce Buddy i proporcja modlącej się.
autor (Login WP): bkm
blog: bkm.bloog.pl
Jeszcze istnieje problem starości, teraz to nawet się na jej temat nie mówi.Nie wiem jak to wygląda w Stanach, bo w Polsce to mamy tylko pokolenie trzydziestolatków i młodsze. Starzy ludzie nie istnieją.Są i ich nie ma.Nie wiem ,może to ma związek ze zmiana ustroju?...
Wracając do meritum - to człowiek boi sie i starości i śmierci.Bo łatwiej sie żyje ze świadomością ,że jego życie będzie gdzieś tam trwało nadal, prawda?...
autor: Jula
blog: grafomanka.bloog.pl
wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 121128
| « luty » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |

Świat nie przestaje mnie zadziwiać.
Refleksje na temat szeroko pojętej kultury i człowieka: literatura, kino, filozofia, sztuka, psychologia, kultura masowa, natura, podróże...