*
*
*
CHARYZMA FASZYSTY
Dość przypadkowo trafiłem na wystawę pt. „The Nazi Olympics. Berlin 1936", mającą miejsce w Muzeum Stanu Missouri w St. Louis.
Mogłem na niej zobaczyć jak sport wyglądał dawniej, kiedy jeszcze nie był zepsuty pieniędzmi, dopingiem i technicznymi gadżetami, ale kiedy już zaczęła nim manipulawać polityka. Przypomniały mi się sylwetki Jesse'go Owensa i Janusza Kusocińskiego, lecz czułem, jak wszystkie te wrażenia przytłaczane są przez panoszącego się już tam wtedy potwora faszyzmu - te widoczne na każdym kroku swastyki, mundury, bojowość, musztra i wojskowy dryl.
Za każdym razem, kiedy stykam się z faszystowskim fenomenem - szaleństwem jakie ogarnęło Niemcy pod wodzą Hitlera i pod wpływem nazistowskiej ideologii, dopada mnie nieme, pełne przerażenia, zdumienie. Te nieprzeliczone tłumy ludzi i żołnierzy, składające w ekstazie hołd „Fuhrerowi"!
Tym bardziej, że nie stało się to udziałem narodu prymitywów czy ignorantów, a „artystów, poetów i filozofów"!
Być może, te kadry z filmowych kronik, czy propagandowych obrazów Leni Riefensthal, straszą nas tak mocno dlatego, że zdradzają nie tylko opętanie ducha niemieckiego narodu, ale wprost wystawiają świadectwo ludzkiej naturze w ogólności. Najczęściej nie chcemy się do tego przyznać, lecz podświadomie to właśnie przeczuwamy: równie łatwo moglibyśmy się w takim tłumie znaleźć my sami.
Do dziś zdumiewają mnie przemówienia Hitlera czy Goebelsa. Ta histeria, paranoja i psychopatia ziejąca wprost z ich gestów, twarzy, mimiki i słów.
Trudno mi uwierzyć w tak raptowną przemianę ludzkiej natury - w nagłą mądrość społeczeństw i tłumów, ale prawdą jest przecież, iż nie do pomyślenia w dzisiejszym świecie zachodniej cywilizacji byłoby to, aby zachowujący się podobnie mówca czy polityk, mógł zdobyć jakieś szersze poparcie społeczne. Owszem, co jakiś czas wyskakuje tu i ówdzie podobne indywiduum, tyle że jest to wybryk raczej lokalny, kacyk będący co najwyżej utrapieniem tubylców, a nie zagrożeniem globalnym. Któż by go więc traktował poważnie na międzynarodowej arenie?
A może jednak jest to tylko złudzenie i nasze stadne straceństwo lemingów czyha gdzieś w ukryciu, by ponownie przewrócić świat do góry nogami?
* * *
8
*
__________________________________________
Poniżej zamieszczam tekst, który napisałem będąc jeszcze bardzo młodym człowiekiem, a który przypomniała mi wystawa w St. Louis.
Zresztą, myśli w nim zawarte są obecne we mnie chyba stale - gdzieś tam w głębszych warstwach mojego umysłu, przedostając się czasami do świadomości.
Pamiętam, że jest to tekst, którego powstanie okupiłem chyba największym wzburzeniem, jakie zdarzyło mi się kiedykolwiek przy pisaniu.
Kiedy go skończyłem, mogłem się tylko położyć do łóżka - z drżeniem ciała i bijącym jak młot sercem.
(Piszę to bez egzaltacji... zdając Wam tylko relacje z faktów. Robię to dla zaznaczenia, jak ważna była to dla mnie konstatacja - wnioski, jakie wyciągnąłem z największej cywilizacyjnej katastrofy w naszych dziejach.)
__________________________________________
PIEKŁO TO MY
Nie można demonizować faszyzmu, a tym bardziej przypisywać demoniczne cechy konkretnemu narodowi. Wręcz przeciwnie: uważam, że umieszczanie Hitlera, Stalina, Mussoliniego, partii nazistowskich, faszystów, totalitaryzmu... wszelkich tego typu "strupów" ludzkości w jakichś nadprzyrodzonych obszarach mitycznego Zła, jest niedopuszczlne i karygodne.
Jest to swego rodzaju "strusia polityka".
Działa tu mechanizm "wyparcia" i eksternalizacji zła - niedopuszczanie do naszej świadomości faktu, że ludzi (czyli nas - "szarych, zwyczajnych, normalnych") stać na podobne zbrodnie. (Odbicie Sartre'owskiego określenia "piekło to inni".)
Wygodniej nam przypisać to działaniu jakiejś nadprzyrodzonej siły, niż naszej ludzkiej naturze i drzemiącym w niej ciągle atawizmów.
Niemcy byli w swojej masie - generalnie rzecz ujmując - takimi samymi ludźmi jak my, Polacy. Zdaję sobie sprawę, że podobne stwierdzenia spotykają się z naszym (instynktownym wręcz) sprzeciwem. Sam to również odczuwam. Jednak nie można zaprzeczyć, że w sytuacjach ekstremalnych (wojna, konfrontacja ze śmiercią, głód... etc.) człowiek staje się (czy też - może się stać) zdolny do wszystkiego. Pryska kulturowa otoczka, przestają działać wszelkie normy - górę bierze pierwotny, zwierzęcy instynkt przetrwania.
Ludzie, w warunkach normalnych, spokojni, kulturalni, nie zdolni - wydawałoby się - do zabijania, zaczynają się wyrzynać, albo też przyzwalają na odbywający się w ich obecności mord.
Brzmi to jak apologia relatywizmu, toteż chcę wyraźnie podkreślić: to, że ludzi ponoszą w pewnych okolicznościach drzemiące w nich atawizmy, nie jest żadnym dla ludzi usprwiedliwieniem - nikogo nie może zwolnić to od odpowiedzialności. Jeśli ktoś staje po stronie zbrodniczej ideologii (nawet jeśli jego postawa jest bierna), to ponosi pełną odpowiedzialność za jej zbrodnie. Dotyczy to Niemców, którzy poszli za Hitlerem i jego partią; dotyczny Polaków, którzy zatykali uszy i zamykali oczy na zbrodnie popleczników Stalina i jego polskich (tak właśnie: polskich!) pachołków katujących niewinnych ludzi w komunitsycznych kazamatach lub wydających wyroki śmierci w fingowanych procesach.
Podobnie, za zbrodnie faszyzmu odpowiadają wszyscy Niemcy, którzy nie zrobili nic, by złapać Hitlera "za wszarz" i ukręcić mu łeb!
Ci niewinni trafili do więzienia lub manifestowali swój sprzeciw emigrując z ojczyzny (lub zostali - za swoją postawę - z "Vaterlandu" wyrzuceni). Cała reszta, de facto, przyłożyła rękę do zbrodni. Hitler, bez poparcia swojego narodu, byłby tylko histerycznym paranoikiem.
NADLUDZIE Z DEFEKTEM
Chcę tu rozwiać kolejny, pokutujący w nas mit: o potędze władzy skupionej w rękach jednego człowieka.
Otóż, powiedzmy sobie wyraźnie: nie ma, ani też nigdy nie było na naszej Ziemi "Nadludzi" (choć histeryk Hitler do spółki z rachitykiem i kurduplem Goebbelsem kochali odwoływać się do nietzscheańksiej koncepcji "nadczłowieka").
Nigdy nie jest tak, że w ręku jednego człowieka skupiona jest jakaś mityczna "moc". Owej "mocy" danemu przywódcy, liderowi, użyczają (albo i nie - i wtedy mamy np. rewolucję) ludzie; to oni obdarzają swego władcę potencją decydowania i rządzenia. Z bardzo prozaicznego i pragmatycznego względu: jest on im potrzebny.
(Dotyczy to także rządów autorytarnych.)
Działa tu zresztą sprzężenie zwrotne: taki człowiek, posiadając instynkty przywódcze i najczęściej wybitną inteligencję, jest zarazem nieuświadomionym nosicielem dążeń grupy, społeczności, narodu, jak i pełni rolę uświadomienia owych dążeń reprezentowanej przez niego grupie - co w przypadku Hitlera odnosiło się do szerokiej rzeszy społeczeństwa niemieckiego.
(Błędne) koło się zamknęło i samo zaczęło się napędzać.
Ot i cały demonizm!
*
*
*
SERCE MAS
Hitler, dochodząc do władzy, spełnił swoją rolę genialnie. Pisarzem był marnym, ale politykiem i propagandzistą - niesłychanie skutecznym i bez mała błyskotliwym. Świadczą choćby o tym takie oto passusy w "Mein Kampf" :
"Wszelka propaganda musi być popularna i musi ustalać swój poziom zgodnie z ogrsaniczoną zdolnością asymilacji osobnika najbardziej ograniczonego spośród tych, do których jest adresowana. W tych warunkach jej poziom umysłowy musi być na tyle niski, aby mogła dotrzeć do jak najliczniejszej masy ludzkiej (...). Chłonność mas jest bardzo ograniczona a zdolność pojmowania - nikła (...). Slogany muszą być ustawicznie powtarzane dopóty, dopóki ostatnia jednostka nie pojmie idei, którą sie jej przedkłada".
Te pogardzane tak przez Hitlera "masy" odpłaciły mu się ślepym posłuszeństwem i boskim wręcz uwielbieniem, potwierdzając tym samym absolutną trafność jego myśli.
Propagandowe założenia Hitlera z przerażającą skutecznością realizował Goebbels: odwoływanie się do uczuć i "serc mas" przez wykorzystywanie mitów i tradycji kulturowej narodu, wykluczanie agrumentów racjonalnych i zastępowanie ich iluzją, rezygnacja z prawdy na rzecz bezwzględnego lansowania i popierania tez własnych, tworzenie z konformizmu zasady naczelnej funkcjonowania jednostki w społeczeństwie... to wszystko zmierzało do "...sprowadzenia świadomości ludzkiej na pojedyńczy tor myślenia, który prowadzi do czynnego poparcia dla propagandystów" (Manvell, Fraenke).
Posunę się do stwierdzenia jeszcze bardziej kategorycznego: Niemcy dali się tak łatwo "omotać" faszystowskiej ideologii, ponieważ tego "omotania" sami chcieli.
Trzeba więc myśleć, jak również respektować własne - ale także i czyjeś! - człowieczeństwo.
Ideologia nikogo nie może zwalniać od myślenia... lecz, niestety, jakże często to robi.
OKO DLA DUCE
Wyszła swego czasu w Niemczech wielce pouczająca książka pt. "Die Ruckseite des Hackenkreuzes" ("Druga strona swastyki"), autorstwa Beatrice i Helmuta Heiber, obalająca właśnie mit faszystowskiego "demonizmu" i wykazująca, że, niestety, tak jak widzieli go Niemcy - faszyzm miał "ludzką" twarz.
I w tym właśnie tkwi jego najbardziej zdradliwy podstęp.
Dlatego poparli go nawet "przyzwoici", ba! - "dobrotliwi" i "bogobojni" ludzie.
Hitler rzeczywiście rozczulał swoich ziomków, kiedy brał na ręce dzieci i je całował. (Już nie wspomnę o tym, że wprowadził dyscyplinę, obdarzył swoją "elitę" przywilejami, wyprowadził państwo z kryzysu gospodarczego i obiecał co bardziej ambitnym Niemcom "pańskość", tudzież panowanie nad światem i "Lebensraum" .)
*
*
*
Jednak, obok megalomańskich ekscesów, faszyzm kokietował "maluczkich" na bardzo prozaicznym i trywialnym poziomie najprostrzych emocji Jedermana, czyli szeregowego "szarego" człowieka - wykorzystując przy tym wszystkim zwykły, ordynarny, ludzki konformizm, będący chyba najmocniejszym spoiwem każdego społeczeństwa.
Kokietował skutecznie.
Państwo Heiber wertowali stosy niepozornej, partyjnej makulatury, nudnych akt kancelaryjnych i dokopali się m.inn. do takich kwiatuszków:
Oto oferta jednego obywateli Rzeszy, który dowiedział się, że faszystowski sprzymierzeniec Hitlera, Mussolini, ma chore oko:
"Proszę Cię, mój Fuhrerze, byś zezwolił mi łaskawie oddać jedno moje oko dla Duce. Jeżeli straciłbym je podczas wojny lub w wypadku, to nie pomogło by to nikomu. Jeżeli natomiast Duce by oślepł - Fuhrer utraciłby zaufanego przyjaciela".
I jeszcze jedno podanie sprzed wybuchu wojny:
"Niech mi będzie wolno zapytać się uniżenie, czy, jako hodowca kwiatów, mogę nazwać jedną z moich najpiękniejszych róż: 'Kanclerz Rzeszy Hitler'?"
*
*
* * *
Przeczytaj także "ANUS MUNDI":
http://logosamicus.bloog.pl/d,6,id,3603363,m,sierpnia,r,2008,title,ANUS-MUNDI,index.html
*
*
*
*
*
żal
autor: hhgfh
blog: hfgh
1.) Faktycznie Ta - Niemka, należała do wybranych ;) ,co by przez to nie rozumieć, bo;
- dożyła 101 lat , umarła tak , jak każdy by chciał , we śnie we własnym domu w łóżku w swoim kraju w Niemczech ;)
-Szkoda ,że nie dane było to Cyganom, których wypożyczyła na chwilę z obozu zagłady, do swojego filmu.
- szkoda ,że nie dane było to cywilom, w tym kobietom i dzieciom, zabitym podczas karnej łapanki i pokazówki w Końskich w Polsce, w obecnym woj.Świętokrzyskim.- A Ona to tak pięknie sfilmowała ;)
- sama była zaczarowana Hitlerem i sama umiała czarować życie dla siebie.
- podobno nie udowodniono Jej , jednoznacznie,że brała udział , w zbrodniach (sic!)
Bo potem , to już wiek działał na Jej korzyść ;)
No cóż, człowiek ma taką naturę, że , jak to ładnie powiedziałaś Sarno, ulega Liderom i swoimi , czasami mylnym wyobrażeniami o NICH :)
............................
2.) Amikusie, każdy ma jakieś wspomnienia z dzieciństwa, swoje wyobrażenia o pięknym świcie, które się za nim ciągną, czy chce tego , czy nie.Dlatego - ja myślę,że nasza subiektywna ocena nigdy nie jest właściwa, co by przez to nie rozumieć.Hehehhehe...
....................
Widzę nowa notkę u Ciebie, muszę sie najpierw zastanowić i dopiero sie wpisze.Hehehhe...
autor: Jula
blog: grafomanka.bloog.pl
Sarno,
świetnie to zauważyłaś :)
Wyorbraź sobie, że ja również, pisząc to, pomyślałem o Sabinie z Kostaryki i zdałem sobie sprawę, że sam sobie w pewnym sensie zaprzeczam :)
Moze to sprawa chwili, że wziąłem to za złe Juli, a chciałem usprawiedliwić Sabinę?
A może nie chwili, ale okoliczności?
Bo Jula jest trochę wścibska :), prowadzi bloga, objawia, mimo wszystko, ciekawość... więc, gdy napisała, że sie nie interesuje światem,. to spowodowało to u mnie konsternację.
Sabinę widzę inaczej. Żyje ona gdzieś na końcu świata, uprawia swój ogródek, cieszy się prawdziwym życiem - w kontaktach z prawdziwymi ludźmi - osobami z krwi i kości.
To mnie w niej ujęło - jej wspaniałe - ciepłe i ludzkie relacje z rodziną, która u niej parcuje (a włąściwie z nią pracuje). Proste, prawdziwe życie. To chyba wpłynęło na to, że zacząłem ją rozumieć.
PS. To trochę jak z Leni Riefenstahl - czasami czegoś nie można ocenić jednoznacznie.
autor: Logos Amicus
Jula, to chyba moje przemęczenie, bo zaczynam u siebie dostrzegać cechy, które napiętnuję w niniejszym wpisie.
Nie wiem jak działa ten mechanizm, ale niestety działa.
Leni budzi we mnie wiele kontrowersji, jej postępowanie kłóci się z uznawanymi przeze mnie normami moralnymi, a jednocześnie choć nie powinna, fascynuje mnie. Jest uosobieniem tego co cenię: życiowej charyzmy, wielkiej energii i ciekawości świata, barwna, kobieco delikatna i jednocześnie silna, zachłannie "zdecydowana na życie", a nie tylko trwanie i wegetowanie.
Ma piękne przymioty ciała i ducha, jest 100% liderem, a
lider ma wielką władzę.W pewnym momencie lider działa na tłum jak flet na węża, czyni go bezwolnie posłusznym,czaruje i uwodzi. Ryzyko polega na tym, że nie wiadomo jak tę władzę spożytkuje. "Flirt" Leni z faszyzmem jest dla mnie odrażający, a mimo wszystko ta kobieta mnie fascynuje do tego stopnia, że próbuję ją tłumaczyć faktem, że nie nie mogę jej osądzać, bo nie żyłam w tych parszywych czasach terroru i strachu, gdzie więzień obozu zagłady prowadził do komory gazowej swoją rodzinę, która przyjechała tam po nim i nie mógł nic zrobić prócz milczenia, bo choć tak chronił ich do końca przed strachem.
Dlaczego tłumaczę ją, a grzmię na nazistowskie obiekty jej fascynacji? Czyżby flet Leni potrafił mnie uwieść ? (tylko bez żartów Amicusie:)
PS W odpowiedzi dla Juli piszesz " Myślę, że interesować się warto,a nawet trzeba, jeśli się ma ambicje bycia myślącym i świadomym człowiekiem". Natomiast już w artykule o naszej rodaczce Sabinie w Kostaryce, która nie chce się interesować światowym tyglem wyrozumiale szepczesz "Ja ją rozumiem". I choć o sobie w tym samym wpisie mówisz " Na razie tak czynić nie mogę...I nie chcę!" to Sabinę rozumiesz, a Julę strofujesz. Czyżby flet Sabiny bardziej do Ciebie przemawiał niż flet Juli? )))
pozdrawiam 
autor: Sarna
Dlatego nie lubię ludzi pokroju Urbana czy Kurskiego.
To nie chodzi o to, że oni nie mają racji, pisząc o "ciemnym ludzie".
Ja też przyznałem Hitlerowi rację, kiedy pisał, że "(...) chłonność mas jest bardzo ograniczona a zdolność pojmowania - nikła".
Chodzi o coś takiego, jak szacunek do ludzi, dostrzeganie w nich godności, podkreślanie tego, co jest dobre w ludziach.
(To może sprawa charekteru, ale i całego stosunku do świata tych przywdódców, liderów. To dotyczy czegoś bardzo ważnego i istotnego, jeśli chodzi o socjotechnikę, sposób oddziaływania na społeczeństwo.)
Dlatego, tak bardzo różnili się od siebie Jan Paweł II i Hitler,
a przecież obaj odziaływali na masy, które czasami lepiej jest nazwać wielkimi rzeszami ludzi :)
Bowiem ci ludzie bardzo często zaczynają się zachowywać tak, jak tego chcą - i czym promieniują - ich przywódcy.
Jeśli któryś jest zbrodniarzem, to i masy stają sie mordercze.
Jeśli, zaś jest człowiekiem dobrym (jak Jan Paweł II), to i ludzie stają sie lepsi, częściej sięgają miłości.
Świat i ludzie działają często, jak zwierciadło.
autor: Logos Amicus
Dzięki za odpowiedz, bo widzisz , tak jak kiedyś w kraju pokutowało słynne powiedzenie Urbana iż "Rząd sam się wyżywi" ,to tak od nośnie tamtych czasów w Polsce .
To obecnie jest słynne stwierdzenie Jacka Kurskiego (polityka z PIS-u)- "ciemny lud to kupi"
Trzeba przyznać ,że i jeden i drugi szczery i pewny siebie aż do bólu.
Obydwie wypowiedzi były głoszone publicznie w TVP.
Pozdrawiam , czekam jeszcze na odpowiedz Sarny, odnośnie tej słynnej reżyserki niemieckiej ;)
autor: Jula
blog: grafomanka.bloog.pl
Jula,
grafomanko moja droga :)
Po pierwsze: ja naprawdę wolę, jak się na moim blogu dyskutuje konkretnie na temat, jaki porusza wpis :)
(taką opcję i profil sobie zakładam. I od biedy jakoś udaje mi się to utrzymać. Ja naprawdę nie mam nic przeciwko blogom, które bardziej przypominają gadu-gadu... spotkania towarzyskie przyjaciół (albo wrogów) ale sam nie chciałbym takiego mieć).
Wolę rozmawiać na kokretny temat, niż na wszystkie tematy pod jednym wpisem.
Bo to w końcu zamienia się w rozmowę o wszystkim i o niczym - w jeden wielki misz-masz.
Dlatego wdzięczny Wam jestem za te wszystkie ciekawe, merytoryczne i często inspirujące komentarze, które tutaj umieściliście (a takich było może z 90%... całkiem niezły wynik:))
To piszę tak ogólnie... nie chcę, abyś to brała tylko do siebie, a tym bardziej nie chcę Cię dotknąć :))
A co do tego biskupa i decyzji papieża?
Tak wogóle, to już nie podoba mi się samo nakładanie ekskomuniki, bo przypomina mi to jakieś egzorcyzmy, indeksację, upolitycznianie Kościoła...
Podobnie zdejmowanie ekskomuniki.
Z tego co wiem, Watykan tłumaczy się niewiedzą - bo oni ponoć nie wiedzieli, że ten biskup, którego z powrotem przyjmują na swoje łono, wygłaszał (wygłasza) bzdury, które nie tylko są głupie i nieodpowiedzialne, ale i naruszają prawo cywilizowanych krajów, które doświadczyły na sobie masowego ludobójstwa.
Nie podoba mi się także list poddańczy i niebywale słodki, jaki biskup Williamson wysłał do Watykanu, a który przed chwilą przeczytałem.
Lubię, jak się ludzi godzą, ale jednak nie powinno odbywać się to za wszelką cenę - bez jawnego wyjaśnienia sobie pewnych spraw, przyznania sie do błędów, rozwiązania istoty konfliktu, który kiedyś ich podzielił.
Dlatego tak trudno mi cieszyć sie i zaakceptować brudzia, którego wypił Michnik z Jaruzelskim czy z Urbanem.
autor: Logos Amicus
Hehhehe...ale się doczepiłeś do "zdania", tak to jest, jak sie wyraża myśli skrótami.
Interesuje się na tyle ile mogę mieć wpływ.
Dlatego interesuje mnie jakie masz zdanie na temat decyzji kolejnego papieża.
Bo żyje w takim kraju, gdzie taka a nie inna religia decyduje i o polityce a co za tym idzie moim skromnym życiu ;)
Pozdrawiam! ;)
autor: Jula
blog: grafomanka.bloog.pl
Jula,
jedno Twoje zdanie mnie uderzyło: "bo się nie interesuję sytuacją jaka jest na świecie".
Myślę, że interesować się warto,a nawet trzeba, jeśli się ma ambicje bycia myślącym i świadomym człowiekiem.
Nie interesować się sytuacją na świecie, to tak, jak nie interesować się pogodą jaka panuje za naszymi oknami, a tu przecież... trzeba wyjechać do pracy, sprawdzić dach, pójść z dziećmi na spacer... itd.
Chcę zwrócić uwagę na coś oczywistego: to, co się dzieje na świecie, ma wpływ na nasze życie, dotyczy również nas.
I my na ten świat możemy jednak wpływać również... choćby tylko w małym zakresie, ale jednak...
Naziści mieli ułatwiene zadanie, m.inn. także dzięki bierności tym, których za bardzo nie obchodziło, co się zaczyna dziać na świecie.
autor: Logos Amicus
Dzięki za wyręczenie mnie, nie mówię przejrzyście, bo się nie interesuję sytuacją jaka jest na świecie, jednak pewne ideologie , myśli docierają i do mojego zamkniętego światka mojego( magicznego domku i burza mi moje uporządkowane życie .Hehehhe ;)
- Tak Sarno miałam na myśli właśnie tę słynną Niemkę - Leni Riefensthal, kiedyś oglądałam reportaż o jej życiu ;)
- Nie przechodziłam bym tak do porządku dziennego nad Tym , jednak wysokim urzędnikiem w hierarchii Kościoła Katolickiego i skoro jeden Papież nakłada ekskomunikę a drugi ją zdejmuje?...Co do tego eksperymentu, to czyż nie podobnie zachowali sie szeregowi żołnierze podczas drugiej wojny w Iraku ?...Sama religia i to każda mówi,że każdy człowiek ma w sobie zarówno dobro -zło.Miłość i nienawiść.Prawda?...To są uczucia, które wszystko mogą?...
Pozdrawiam! (Bo można tak w nieskończoność aż do samozagłady;)
autor: Jula
blog: grafomanka.bloog.pl
To obejrzyj Amicusie i podziel sie opinia,bo ja tam tez widze duzo naiwnosci w plaszczyznie ekonomicznej,ale pewne fakty sa naprawde zastanawiajace. Jestem tym nieco skolowany i opinia kogos takiego jak ty, poparta jakimis rzeczowymi argumentami na pewno bylaby nie od rzeczy. Z tym,ze to jest na pewno temat na oddzielny post. Pozdrawiam
autor: miziol
blog: miziol.bloog.pl
Orchideo,
ja również cieszę się, że jesteś :)
Welcome back!
autor: Logos Amicus
miziole,
Zeitgeist Movie?
Nie oglądałem, ale z tego co wiem, to są chyba jakieś - żerujące na spiskowej teorii dziejów - fantazje.
Wątpię więc, czy konkluzje twórców tego filmu, byłyby dla mnie szokiem :)
Pozdrawiam.
autor: Logos Amicus
Telemachu,
ja myślę, że się już rozumiemy "do końca" w tej sprawie :)
(M. inn. dzięki sugestywności i jasności Twojego komentarza).
Oczywiście, że budujemy zamki na piasku, że stąpamy po cienkim lodzie, że żyjemy w czymś w rodzaju szklanej cieplarni, ogrzewanej przez nasze złudzenia, marzenia - w której oddychamy wiarą i karmimy się nadziejami...
Lecz jeśli już tak jest, to przynajmniej w tych zadanych nam warunkach starajmy się zbudować najlepszy zamek i najlepszą cieplarnię, na jaką nas stać :)
No i nie podskakiwać za bardzo po tym lodzie :)
PS. Dzięki za zwrócenie uwagi na książkę Bennetta. Spróbuję zajrzeć do niej w jakiejś księgarni.
PS2. Widzę, że jeden z Twoich komentatorów, a mianowicie Abulafia, napisał, moim zdaniem rewelacyjną, notkę pod Twoim przedostatnim wpisem.
Jestem pod wrażeniem, bo wyartykułowane są tam arcy-ciekawie kwestie, które i mnie ostatnio mocno chodzą po głowie :)
autor: Logos Amicus
Jula,
domyślam się ze "tym Biskupem" jest lefebrysta Williamson, z którego niedawno Kościół katolicki zdjął ekskomunikę, a co wywołało kolejną burzę w medialnej szklance wody.
Coż mogę powiedzieć na takie szalone wymysły zaprzeczające istnieniu obozów zagłady, komór gazowych, masowej ekstermincji Żydów i ludzi innych nacji?
Ci, którzy to głoszą mają jakiś wielki problem z racjonalną oceną rzeczywistości...
To są jednak jakieś absurdalne psychiczne kurioza - raczej margines, którym zbytnio nie ma sensu się przejmować.
autor: Logos Amicus
Sarno, rysberlinie,
wg mnie nie ulega wątpliwości to,że Hitler i inni prominentni zbrodniarze Trzeciej Rzeszy byli psychopatami, czyli - w źródłowym znaczeniu tego słowa - cierpieli na schorzenia psychiczne, odbiegali od zdrowej normy. (Tutaj zgadzam się z Sarną). I bynajmniej nie uważam tak, by jakoś ominąć niewygodny dla naszej psychiki problem zdolności "zwykłego" człowieka do brania udziału w zbrodni i tłumaczyć to wszystko patologią. Niestety, jak już to nie raz stwierdzałem, Niemcy w swojej masie byli tym zwykłymi, banalnymi ludźmi, którzy dali się porwać wybitnym psychopatom nazimu. Wliczając to tych, którzy doszli w Trzeciej Rzeszy do wysokich stanowisk, czy to w wojsku, czy w służbie cywilnej.
Przykładem jest tu Eichmann, którego postać i zbrodnicza działalność została prześwietlona dokładnie przez Hannę Arendt, co skłoniło ją do poglądu, że zło jest banalne.
Jednakże, jak nawiązał do tego w jednym ze swoich ostatnich wpisów Telemach, samo to jej pojęcie też zostało zbanalizowane i używane dość bezmyślnie przez ludzi do czegoś w rodzaju lekceważenia zła albo tez przekonania o tym, że jest ono nie do uniknięcia - czymś jakby organicznym dla ludzkiej masy i szarego człowieka.
Podobnie został zbanalizowany słynny eksperyment Zimbardo, o którym wspominacie.
Moim zdaniem, nie tylko strywializowbny, ale i - paradoksalnie - zdemonizowany, bo sugerujący, że każdy "normalny" człowiek może stać się oprawcą - że jest to tylko li sprawa warunków i okoliczności, w jakich się ten człowiek znajdzie.
Otóż, mimo pewnych przesłanek prawd psychologicznych i socjologicznych tu ujawnianych - ja generalnie podchodę krytycznie i ze sceptyzyzmem do tego rodzaju eksperymentów, a zwłaszcza do eksperyymentu stanfordzkiego Zimbardo sprzed niemal 40 lat.
Długo by pisać, dlaczego więc tylko wspomnę, ze według dzisiejszych standardów w psychologii, taki eksperyment wogóle nie mógłby być przeprowadzony - co tylko podkreśla sceptycyzm współczesnej psychologi, jeśli chodzi o naukowe i etyczne uprawnienia w użyciu takich, a nie innych środków i metod, oraz wiarygodność uzyskanych dzięki nim rezultatów.
autor: Logos Amicus
Kłóciły? byłam ciekawa o czym mówi Jula, bo nie zrozumiałam tej części jej wpisu. Stąd pytanie Amicusie. Ale Twoja sugestia dała mi do myślenia.
Sarna awanturnica ? :))
pozdrawiam 
autor: Sarna
Sarno,
Jula chyba uważa, że nie masz wyrobionego zdania na temat Leni Riefensthal.
(Jeśli masz - to sam chętnie bym się z nim zapoznał:))
(Sorry, że wyręczam Julę, ale to dlatego, że nie chcę, abyście się kłóciły:))
autor: Logos Amicus
Jula, nie rozumiem co do czego nie mam wyrobionego zdania?

autor: Sarna
i jeszcze to
http://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_wi%C4%99zienny
autor: rysberlin
piątek, 19 marca 2010
Licznik odwiedzin: 174791
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||

Świat nie przestaje mnie zadziwiać.
Refleksje na temat szeroko pojętej kultury i człowieka: literatura, kino, filozofia, sztuka, psychologia, kultura masowa, natura, podróże...