*
*
*
Diego Velazquez ("Bachus").
*
___________________________________
Motyw bachanalii przewijał się w malarstwie europejskim przez wszystkie epoki. Przy czym, istotna była nie tylko jego treść, ale i estetyczne możliwości jakie ów temat dostarczał twórcom. Każdy z nich mógł bowiem zaadoptować bachanalia do ekspresji swojego stylu, osobowości - własnej artystycznej koncepcji.
___________________________________
*
*

*
1. Guilio Romano ("Bacchanalia". Fresk z Palazzo Ducale w Mantui.)
Sztuka Renesansu pod pretekstem humanizmu popularyzowała także rysy pogańskie, czerpiąc pełnymi garściami z kultur starożytnych, pre-chrześcijańskich. Tym samym tworzył się klimat, w którym Europa mogła dążyć wprost do Oświecenia. Korzystał z tego również Romantyzm. Swoje apogeum zaś neopoganizm znalazł w dionizyjskim nietzscheaniźmie.
____________________________________
*
*
2. Nicolas Poussin ("Bachanalie przed statuą Pana").
Poussin, największy klasyk XVII wiecznej Francji, zapatrzony w antyk, przesiąknięty już kartezjanizmem, ale na swój sposób... zesztywaniały. Wystudiowana do granic sztuczności kompozycja, każda postać staje się modelowa - klasyczny ideał piękna ulega w obrazach Poussina pewnemu skostnieniu. Mit zostaje poddany tutaj nadmiernej intelektualizacji, która okazuje się dla niego zabójcza.
____________________________________
*
*
3. Andrea Mantegna ("Bachanalie z Sylenem").
Mantegna, wirtuoz perspektywy, w swych "Bachanaliach z Sylenem" prezentuje nam kompozycję dość płaską, szeregową. Ale już ten jego "ponuryzm" widoczny jest doskonale - nawet z tak kipiącego siłami witalnymi wydarzenia, jakim było święto boga wina i płodności, Mantegna robi w tym sztychu paradę udramatyzowanych smutasów.
Aż trudo uwierzyć, że ten tłusty i obrzydliwy Sylen był kompanem i nauczycielem Dionizosa. Największy pijak w mitologii, był ponoć także największym mędrcem. Może więc jednak Mantegna jest jednym z tych niewielu interpretatorów bachanalii, który trafia w ich ciemne jądro?
____________________________________
*
*
4. Peter Paul Rubens ("Bacchanalia").
Mój faworyt. Któż inny, jak nie Rubens ze swoim ekstatycznym rozbuchaniem koloru i kompozycji nadaje się na najlepszego bachanalistę?
Warto zwrócić uwagę, jak jego podejście do tematu jest oryginalne i niebanalne: nie spotkamy tu frywolnej orgietki zabawiających się winem, śpiewem i kobietami drobnych pijaczków. Są natomiast masywne, diablopodobne, parzystokopytne opoje - rozsadzane przez siły bynajmniej nie wegetatywne. Bujnie ucieleśnione macierzyństwo, niczym weneryczny relikt z Willendorfu; nieokiełznana włochata samczość - doprowadzająca do orgazmu samice mocne i namiętne; zatrważająca zaś samiczki płoche, słabe i bojaźliwe (bo zarówno jednym, jak i drugim kojarząca się z diabelskością).
Genialna kompozycja: jedno wielkie - organiczne wręcz! - kłębowisko upojonej, kipiącej, przelewającej się elan vitale.
____________________________________
*
*
5. Tycjan ("Bachanalia Andrian").
Płótno to przypomina nieco Poussina, ale wielki Wenecjanin idzie tu o wiele dalej, niż spętany klasycyzmem Mikołaj. Przede wszystkim rozpuszcza swoje postacie, które mają w tej przestrzeni na tyle swobody, że wchodzą w dość spontaniczne między sobą relacje - czego efektem jest większa naturalność kompozycji. Z jednym wyjątkiem: goła laska przeciągająca się w prawym dolnym rogu płótna. Trochę ni przypiął, ni przyłatał... Może to rodzaj haraczu, jaki spłacał Tycjan modnemu w jego czasie, leżącemu aktowi kobiecemu, z którego tak dumna była wenecka szkółka?
____________________________________
*
*
6. Pablo Picasso ("Bachanalia" - wedle Tycjana).
Szkoda, że nie możemy zobaczyć tego obrazu w całej jego okazałości. Dopiero wtedy bowiem moglibyśmy docenić twórczy wysiłek Picassa, który po dekompozycji dzieła Tycjana dokonuje syntezy - scala swoją wizję za pomocą własnego języka, wychwytuje ten z pozoru bezładny kalejdoskop kształtów i barw, zamieniając go w coś monumentalnego, ale i żywego zarazem.
Obraz ten przypomina mi słynną "Guernicę", z tym, że "Guernica" była orgią destrukcji, zaś "Bachanalie" są orgią witalności.
Lubię Picassa z tysiąca różnych powodów (choć niektóre jego płótna wydają mi się po prostu szkaradne). Będąc jednym z największych artystów współczesnych (jeśli nie największym), nie zanegował całego dziedzictwa malarstwa europejskiego (jak uczyniło to - często z dezynwoltury, a czasami i ze zwykłego lenistwa - wielu zarozumialców sztuki współczesnej), lecz dokonał swoistej transforamacji tego malarstwa, przenosząc je w naszą epokę i nadając mu inne znaczenie. (Warto przypomnieć, że spod ręki Picassa wyszło np. 58 różnych wersji "Dworek" Velazqueza, także ponad 50 wariacji na temat "Śniadania na trawie" Maneta).
Picasso nie odrzucił sztuki swoich mistrzów - ale się z nią zmierzył. W efekcie udowodnił, że jest im co najmnij równy.
____________________________________
*
*
7. Henryk Siemiradzki ("Bachanalie").
W obrazie Siemiradzkiego widzimy już tę XIX-wieczną mgiełkę dekadencji, ale jest również lekkość, całkiem znośna zresztą. Pan Henryk bez większych ceregieli przerzucał się z tamatów biblijnych na orgiastyczny antyk, ale robił to z pełnym kolorystycznym i kompozycyjnym wdziękiem, który nawet na jego "Pochodnie Nerona" pozwala nam patrzeć, jak na barwne bukoliki.
Oglądając zaś te "Bachanalie" nie mogę się oprzeć wrażeniu, że są one takie... swojskie, niemalże kresowe - mimo dziwnych strojów panieniek i rozrywających je, uwieńczonych laurowych zielskiem, hulaszczych brodaczy.
____________________________________
*
*
8. Benjamin Canas ("Bacanal").
Obraz ten zalatuje mi jakimś magicznym surrealizmem, ale jest w nim coś solidnego, opartego na mocnych podstawach. Tłumaczyć to można tym, że Benjamin Canas był również - a może nawet przede wszystkim - architektem.
Dionizyjskie siły witalne wypełniają tu bryłowate ciała Bachusa i jego wielko-udej kobiety, które wszak - mimo swojej atletyczności - zdradzają jakiś podskórny lęk, tak jakby ulegały jednak obcej presji, np. dziwnego, ospowatego księżyca. Mamy wszelako wrażenie, że zarówno przyciąganie ziemskie, jak i muzyka jest po ich stronie.
____________________________________
*
*
9. Kazimierz Sichulski ("Bachanalia").
Podejrzewam, iż Sichulski nieźle się tym obrazkiem bawił. Uwalony w trzy d... Bacchus jest tu bardziej jowialną karykaturą pijanicy, uśmiechającym się błogo satyrem, niźli samym winnym bóstwem, który ma zagrzewać do orgii. Wygląda na to, że bardziej go pociągały targane przez osły beczki wina i ich zawartość, niż ten dziewczęcy tercet (i jego zawartość).
Radosna, jasna paleta akwareli nadaje obrazkowi lekkości i rumieńców wdzięcznej, bezpretensjonalnej bagateli.
____________________________________
*
*
10. Marc Chagall ("Bacchanalia").
Toporność konturów Chagalla jest tu oczywiście zamierzona - mistrz wielkim poetą był a jego skłonność do oniryzmu widoczna jest wszędzie, zwłaszcza w takich - wydawałoby się - infantylnych malowankach. Jest to jednak dziecinność poddana grze nieuświadomionych, niepokojących popędów - tych drzemiących lub skradających się bestyjek seksu.
Bachanalia, niby naiwne, ale jednak nasycone erotyzmem - krwistą czerwienią dionizyjskiego wina, która dominuje słoneczną żółć zwiewnej pogody ducha i pastoralną zieleń zmysłowej przyjemności.
____________________________________
*
*
11. Miriam Brumer ("Bacchanalia").
Figuratywność bachanalii zastąpiła tu radosna feeria barw tętniącego życiem mikrokosmosu. Z abstrakcji wyłania się pulsujący organizm - przezwyciężony zostaje amorfizm materii.
Czy patrzymy na dionizyjskie źródło?
Czy możliwe jest aby w końcu wyłoniła się z tego apollińska harmonia?
Czy aby na pewno tęsknimy za ładem wobec tak spontanicznej witalności?
____________________________________
*
*
12. William Bouguereau ("Bacchanalia").
Akademizm zbierał cięgi przez długie dekady, aż wreszcie wrócił do łask, i to nawet wśród autentycznych koneserów sztuki, zmęczonych zagubionym estetycznie modernizmem. Już nie jest takim obciachem przyznawanie się do patrzenia przychylnym okiem na słodkawe i kolorowe dziełka Bouguereau, Gerome'a czy Alma - Tademy, w których doceniono wreszcie mistrzostwo pędzla. Bowiem niewątpliwie, aby namalować takie obrazy, trzeba być w swojej klasie mistrzem.
Jednakże rozumiem doskonale przesłanki XIX wiecznej walki nowej sztuki z akademizmem - a była to walka na śmierć i życie.
Lubię te "Bachanalie" Bouguereau - podoba mi się tu zwiewność, lekkość i atmosfera; świetliste ciała urodziwych nimfetek bałamucących odurzonego już mocno Bachusa. Taki obrazek to wytchnienie - w momencie kiedy na niego patrzę nie odczuwam potrzeby głębi, doszukiwania się ukrytych znaczeń, odkrywania wyrafinowanego symbolizmu... Wystarcza mi jego powierzchowna "ładność".
____________________________________
*
*
A to moja (nie)skromna i nieporadna wersja Bouguereau'owych "Bachanalii".
Taka wolna wariacja kompozycji, w której spodobał mi się układ ciał i ich ruch. Zależało mi na tym, by w tym szkicu to uchwycić - dynamiczną zwiewność postaci kobiecych otaczających oddającego się w ich ręce, podnieconego, choć statycznego, Bachusa.
____________________________________
*
*
*
Bachanalie w malarstwie są bardzo niewinną igraszką - zdaje sobie sprawę.
Niedługo to i Tetmajerowe "Lubię, kiedy kobieta.." dla wielu będzie mdłym farfoclem...
autor t.majewski.prv.pl
blog: jeestraadosc.bloog.pl
Jula, ta naga kobieta nie wydaje mi się śpiąca, a wprost przeciwnie... przeciągająca się - i rozbudzona raczej :)
Ona może by mi i pasowała, ale nie na tym obrazie :)
A ten leżący powyżej mężczyzna? Oczywiście, że go zauważyłem, ale jakoś bliżej się mu nie przyglądałem :)
A Twoje interpretacje są OK.
autor Logos Amicus
Masz z pewnością rację.Moja wielka pomyłka, chociaż , tak na dobra sprawę , to kto tam wie?...;)
Ten Tezeusz, to według różnych opcji , po tym jak ta Adrianna, to ta od tych nici, co go z labiryntu wyprowadziły i uratowały mu życie?...no więc jedna opcja mówi,że obiecał się z nią ożenić ale sam Dionizos obrał Ją sobie na nałożnicę i podarował jej jakiś diadem, co to na niebie ma od niej swoja nazwę?...
Druga opcja mówi ,że Tezeusz zostawił uśpiona na jakieś wyspie i dlatego tak mi tutaj wpasowała ta postać śpiąca, nie?...No i ten Dionizos , czy jak jemu było , zakochał sie w niej.Hahhaha...A tobie Ona jakoś nie pasuje, dlaczego ?...A ten leżący wyżej Niej mężczyzna to co?...Nie zauważyłeś go?..
PA!Pozdrawiam i dzięki za wyjaśnienie ale nasza wiedza o Tycjanie, mimo ,że długo żył jest właściwie nikła ,że ta moja interpretacja może być, nie?...


autor Jula
blog: grafomanka.bloog.pl
rysberlinie,
jaj już nie mam siły do WP za te połykane komentarze. Nie pozostaje mi nic innego, jak stoicki spokój lub rzucenie mięsem (w zależności od nastroju :) i co jakiś czas zwracanie im na to uwagi.
Zawsze miło Cię tu gościć.
PS. Ja zawsze staram się "zasejwować" komentarz przed jego wysłaniem.
autor Logos Amicus
Jula,
na tym płótnie Tycjana chodzi o bachanalia, które odbywają się na wyspie Andros. Mieszkańcy tych wysp nazywają się Andrianie - wedle mojej wiedzy :)
Stąd tytuł.
Na obrazie tym nie ma chyba Ariadny (tej od Tezeusza), którą zresztą Bachus swego czasu porwał i uczynił swoją nałożnicą (parze tej Tycjan poświęcił osobny obraz).
Ta golaska w rogu płótna jest więc Andrianką, czyli jedną z andriańskich nimf, które w czasie bachanalii oddawały się każdemu chętnemu...
(A może i nie tylko w czasie bachanalii... tego nie sprawdziłem :)
autor Logos Amicus
witajcie
ostatni wpis zaginal w otchlani
sieci
wiec tylko dwa slowa
elegancko,ciekawie
dokiedys tam
pozdrawiam Ciebie i Twoich sympatykow
autor rysberlin
Orchideo,
wspominieliście z Sadoq'iem o smaku. O nim też warto podyskutować...wbrew maksymie de gustibus non est disputandum :)
Twoje uwagi są rozproszone - jak zwykle przypomina jakiś taki kolaż myśli - ale dotykają czegoś istotnego, choćby dlatego, że zazwyczaj chcesz się zapuścić gdzieś głęboko, pod powierzchnię... pod płaszczyk :)
Rzucasz mimochodem pytanie: czy ja tu jestem sobą?
Naturalnie, myślę że tak. Pilnuję się, aby nie udawać kogoś, kim nie jestem, ani nawet kogoś, kim chciałbym być :)
Oczywiście żadnej misji nie wypełniam, ani niczyim narzędziem się nie czuję :)
Myślę sobie po prostu i piszę, dzieląc sie tym ze światem.
I ciągle mam poczucie niedoskonałości tego, co robię :)
autor Logos Amicus
Zajrzałam na Twojego bloga w tym czasie, kiedy odpowiadałeś na komentarze innych i mnie po prostu wyrzuciło.:)Chciałam napisać, że niezmiernie przyjemnie jest oglądać te obrazy na Twoim blogu.Bardzo ładnie nam pokazałeś i opisałeś te wszystkie szkoły malarstwa światowego i ich wybitnych przedstawicieli w tak ciekawym temacie , jakim niewątpliwie są Bachanalia ;)
Widzę,że i sam masz jakieś zdolności, bo ten Twój rysunek o tym świadczy.
Natomiast co do Rubensa, bo też go lubię, mimo,że On preferował obfite kształty, ale co epoka to inna moda, wtedy obfitość kształtów świadczyła o dobrobycie, nie.Hehehhe....5. Tycjan ("Bachanalia Andriana").Ta naga kobieta, to nie przypadkiem tytułowa Adrianna, ładnie komponuje z tym nagim mężczyzną leżącym na wzgórzu , powyżej jej postaci.
A ta grupka pierwszoplanowa z kolei harmonizuje z inna też w oddali.Jednym słowem na tych wzgórzach oliwnych , czy z winnicami ludzie albo się jeszcze oddawali zabawie , albo odpoczywali przed kolejna ;)


autor Jula
blog: grafomanka.bloog.pl
Sadoq,
przeżyć karnawał w Rio jest doświadczeniem niezwykłym.
Warto było, choćby po to, by przypomnieć sobie dzieje bachanalii w malarstwie :)
autor Logos Amicus
Panie Tomku,
w malarstwie jest niewyobrażalne bogactwo, tylko czerpać i brać pełnymi garściami.
Trzeba tylko przełamać lody obojętności, dystansu... przekonać kogoś, że nie taki diabeł straszny.
Właśnie drogą edukacji. (I tutaj roztacza się pole popisu dla pedagogów, takich jak Pan.)
PS. I jeszcze uwaga na marginesie: czy zdaje Pan sobie sprawę z jakimi materiałami styka sie teraz młodzież przed tą ostatnią klasą liceum, o której Pan wspomniał?
Wobec tego bachanalie w malarstwie są doprawdy niewinną igraszką :)
autor Logos Amicus
Witam Alelio,
prawdę mówiąc zwabiła mnie Twoja Afryka :)
A później cała reszta :)
Pozdrowienia!
autor Logos Amicus
Witaj:)
Ucieszyłam się z Twoich odwiedzin na moich blogach.
Z przyjemnością rozglądam się tutaj.Twoje teksty wymagają większej uwagi, zacznę więc komentować dopiero po uważnym przeczytaniu. Na razie zaznaczam tylko obecność. Pozwolę też sobie wyklinować u siebie. Takiego bloga jak ten nie wolno stracić z pola widzenia!
Pozdrawiam serdecznie.
autor alElla
blog: alella.blog.onet.pl/
Pięknie się zaczytałem w Pańskie opisy obrazów. I jeszcze się kilka razy zaczytam, bo wciąz nie jestem zadowolony z tego, jak uczę młodzież odbioru dzieł malarskich. Naturalnie, o bachanaliach to dopiero w ostatniej klasie liceum i to jeżeli będzie współgrało z programem.
Czy bardzo upraszczam?
autor t.majewski.prv.pl
blog: jeestraadosc.bloog.pl
....a co to jest poczucie smaku? ukrycie prawdziwej istoty pod płaszczykiem sztuki? zaszyfrowane symboliczne przekazy dla wybranych i wtajemniczonych?
Sadoq napisał:
"To wszystko jest w każdym z nas tylko nie wszyscy się do tego przyznajemy wprost. "
...hmmm ...to wszystko jest w nas zaprogramowane i skorygowane wychowaniem, tresura bądź jak kto woli kulturą.
Amicusie szacun za sprytne taplanie się w błocie ...ups złocie miało być. Lawirujesz drażniąc nasze umysły i zmysły, hmm realizując plan, li tylko na głos "myśląc" i wyrażając siebie w sposób spontaniczny tu i teraz? Czy może wypełniasz swoja nakreśloną misję, będąc narzędziem? Czy to "Ty" tu jesteś sobą, prawdziwy, niepowtarzalny, boski?
Nie lubię prawic komplementów, niezręcznie też je przyjmuję.
...ale widzę sens taplania się w Twojej zaprawie myśli twórczej, istotniejszej niż historia i przeszłość wszelkich myśli. Na koniec pytanie, czy jest możliwa myśl własna?
Piękne słowa, opis obrazów, wzmianki o artystach- cudowne, ale dla mnie nieliczne akcenty są ważne, te Twoje, te istotne, nie te wyrażane wybujałymi, zapożyczonymi słowami, choć to słowa są nośnikiem wartości ludzkiej w sieci.Tylko ta część wspólna na mnie działa, której nie da się ukryć Amicusie. Tę pozostałą część zakrywamy pod płaszczykiem...
Psychikę dziecka ocenia się na podstawie namalowanych obrazów, ich kolorystyki... Obrazy to wyrażone emocje, myśli. Podobnie sny są wyrazem pragnień, marzeń, potrzeb...
Pa
autor Orchide@
Przyznam Amicusie, że warto było przebrnąć przez poszczególne wizje bachanaliów, by znaleźć to, co nazywasz 'nieskromną i nieporadną' wersją.
Teraz dopiero widać to, co potrafiłeś dostrzec w Rio podczas karnawału:-)
To wszystko jest w każdym z nas tylko nie wszyscy się do tego przyznajemy wprost. Ponadto nie każdy ma poczucie smaku.
autor Sadoq
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 787 141 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||

Świat nie przestaje mnie zadziwiać.
Refleksje na temat szeroko pojętej kultury i człowieka: literatura, kino, filozofia, sztuka, psychologia, kultura masowa, natura, podróże...