____________________________________________
Oto fragmenty listu do jednego z moich przyjaciół, dotyczące ogólnych zagadnień związanych ze sztuką i jej odbiorem.
Zdecydowałem się na ich publikację z nadzieją, że znajdzie to zainteresowanie również wśród czytelników tego bloga.
___________________________________________
*
*
Paul Cézanne "Martwa natura" (Musée d'Orsay)
*
* * *
Mój Drogi W.
na spieraniu się o to czym jest sztuka można życie strawić, a wszystkich książek na ten temat spisanych nie pomieściłaby pewnie żadna normalna biblioteka (już nie wspominam o ich przeczytaniu). Ale na swój własny pożytek mamy zapewne jakieś pojęcie o tym, czym jest sztuka - coś tam sobie o niej mniemamy, coś przedstawiamy.
A nieporozumień co do istoty sztuki było przez wieki co niemiara (mistrzem zamętu był pod tym względem wiek XX), także współcześnie ich nie brakuje. Dość wspomnieć, że jeszcze w Średniowieczu nie zaliczano do sztuki ani rzeźby ani nawet malarstwa! Żeby było śmieszniej, dzisiejsze historie sztuki zajmują się prawie wyłącznie dziejami malarstwa, rzeźby i architektury.
Moje rozumienie sztuki zbliżone jest chyba do tego jakie wyszło z Oświecenia, które to wprowadziło pojęcie sztuk pięknych.
Sztuka wyrosła w prehistorii z obrzędów magicznych - i coś z tej magii dotrwało do naszych czasów. Może właśnie dlatego, zawsze, kiedy mam do czynienia z wielkim dziełem sztuki, odnoszę wrażenie, iż dotyka ono czegoś metafizycznego, nienazwanego, nieosiągalnego w żaden inny sposób (stąd artyści, wg mnie, stanowią coś w rodzaju antropologicznej elity, są kastą wybraną, obdarzoną talentem, zdolną do natchnienia i tworzenia czegoś wyjątkowego). To dlatego m. in. uważam, że pogląd Platona o wygnaniu poetów (zazwyczaj zresztą trywializowany) należy do historii ludzkiej głupoty, a nie mądrości.
Podchodzę do sztuki dość egocentrycznie, ale za to wprowadza to do mojej głowy pewien ład : w moich oczach sztuką jest to, co mnie porusza (głównie są to doznania estetyczne, choć nie tylko takie - mogą być one również etyczne, poznawcze, emocjonalne, zmysłowe... etc.); albo to, co jest mnie w stanie poruszyć (w innych okolicznościach np.). Jest to bowiem jedyny sprawdzalny dla mnie probież.
Nie roszczę sobie pretensji, aby była to jakaś wiążąca kogokolwiek definicja sztuki. Jest to jedynie pojęcie, jakie sobie stwarzam na swój własny, prywatny użytek.
*
Piero Manzoni "Merda d'artista" (Tate Gallery, Londyn)
____________________________________________________________
W maju 2008 roku jedną z 90 puszek "wyprodukowanych" w 1961 r. przez Manzoniego (zawierających ekskrementy artysty), sprzedano na aukcji Sotheby za 125 tys. Euro.
____________________________________________________________
Oczywiście są wytwory sztuki, które działają na innych, ale nie za bardzo na mnie, ale wtedy podchodzę do nich sceptycznie. Godzę się z tym, że może to być dzieło sztuki, ale dla mnie jest to dzieło sztuki cokolwiek nominalne, czyli tylko tak nazwane. Tym sposobem w moim najgłębszym doznaniu odmawiam uznania za sztukę różnych zlewów na wystawie, gówien w muzeum, krwi miesięcznej na płótnie, wszelkich dziwacznych instalacji... etc. Oczywiście i one mogą mnie poruszyć, ale to poruszenie jest dla mnie czymś negatywnym (obrzydzeniem np.), czasem jakąś konstatacją pustki, pomieszania, manipulacji, nieszczerości, pozerstwa... Niczego mi nie dają, nie wnoszą niczego konstruktywnego do mojej wizji świata - nie odziaływują na mnie pozytywnie. I właśnie dlatego odmawiam zgody na taką sztukę - ja przynajmniej nie chcę mieć z nią nic do czynienia.
Odkrywam także u siebie jakiś wewnętrzny, instynktowny wręcz sprzeciw wobec uznania za sztukę czegoś co wydaje mi się nieestetyczne, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego, że dzieło sztuki wcale nie musi posługiwać się estetyką, którą akceptujemy, i która się nam po prostu "podoba", bowiem w sztuce nie wszystko musi nam się wydawać "ładne".
Poza tym, sztuka "lekka, łatwa i przyjemna" to ledwie margines twórczości artystycznej - i to ten najbardziej (jeśli chodzi o kreatywość) konformistyczny.
*

Michał Anioł "Umierający niewolnik" (Luwr)
(...)
Nie wiem skąd ta Twoja niechęć do klasyki (zresztą nie jestem pewien jak Ty definiujesz klasykę?)
Czy nie powiesiłbyś na ścianie rysunku Leonarda czy Rafaela?
To są wszak szczyty ludzkiego geniuszu - i tego przecież nikt o zdrowych zmysłach nie może kwestionować.
Wg mnie to właśnie klasyka stanowiła wyraźne i bardzo czytelne kanony sztuki - dziś wiemy, że arcydziełem jest i nigdy nie przestanie być np. "Pieta" Michała Anioła, Bazylika Św. Piotra, rzeźby Canovy, Carpeaux, płótna Rubensa, Caravaggia czy Ingresa.
(Nota bene, dzięki tym kanonom możliwe jest dość precyzyjne ustalenie definicji artyzmu i piękna.)
Tam zresztą podoba mi się też jeszcze coś innego: aby stworzyć takie rzeczy, trzeba było mieć ogromny talent i niesamowite zdolności twórcze; także wiedzę, warsztat, technikę, manualną i mentalną biegłość; często być tytanem pracy i wysiłku... To choćby (bagatela!) różni twórców klasycznych od wszelkiej maści współczesnych "artystów"- samozwańców, błaznów i cwaniaków, którzy srają do słoików (nie ważne - czy robią to z głupopty, z wyrachowania, z chęci wywołania skandalu czy też prowokacji) i sprzedają to jako dzieła sztuki (a inni kombinatorzy i idioci to kupują).
Tak więc nominalnie - te kible Duchampa, czy nawet fekalia Manzoniego - są uznawane za sztukę (gdyż jakby nie było mówi się o nich w kontekście historii sztuki), to jednak wg mnie są tej sztuki upadkiem, wpisują się raczej do historii ludzkiej głupoty i zdezorientowania, a nie artyzmu.
(Wystarczy dogłębniej prześledzić właśnie casus pisuaru Duchampa - nota bene uznanego przez wielu krytyków sztuki za najważniejsze "dzieło" sztuki XX wieku - by uświadomić sobie dezorientację i hucpę jaka zapanowała w sztuce współczesnej.)
*

Francis Picabia "Sphinx" (Musée National d'Art Moderne, Paryż)
(...)
Nie jestem też do końca pewien o co Ci chodzi z tym chaosem. Piszesz, że w sztuce musi być jakiś czynnik chaosu.
Czy jednak nie pojmujesz go tak jakoś metafizycznie? Czy aby zbytnio go nie nobilitujesz?
Dla mnie sztuka jest właśnie czymś przeciwnym: swoiście ludzkim wysiłkiem uporzadkowania tego chaosu - wyodrebnieniem zeń (czy też uformowaniem), czynnika ludzkiego.
Nie wahałbym się nawet nazwać rzecz drastyczniej: sztuka to walka człowieka z nieludzkością chaosu; oswajanie przygniatajacego nas, bezkresnego i niezrozumialego, nieogarnionego myślą i niedostępnego zmysłom Wszechświata (brzmi to być może trochę metnie, nieco patetycznie i nazbyt metafizycznie, ale coś w tym chyba jest, bo ten Wszechświat to również skała, drewno, farba... urabiana przez artystę materia).
Jeśli więc taki Francis Bacon (niewątpliwie wybitny artysta i znakomity wg mnie malarz) twierdzi, że jemu chaos jest potrzebny, to jest mu on potrzebny tylko po to, by móc ten chaos ujarzmić w procesie twórczym i kontrolować. I choć ta jego (widoczna na płótnach) figuratywność do grzyba nie jest podobna, to ma w sobie właściwość skończonego dzieła sztuki - właśnie poprzez swoje formalne uporządkowanie, wyodrębnienie z chaosu.
(Takim wyodrębnieniem, wbrew pozorom, jest również abstrakcja.)
*

Carolus-Duran "Mademoiselle de Lancey" (Musée des Beaux-Arts de la Ville de Paris)
(...)
I wracając jeszcze do tego co piszesz o Platonie: pomstujesz na klasyków, by następnie powyrzucać ich z państwa jako naśladowców natury (bo tak ich widział ponoć Platon). Otóż (faszyzujący przy tym) Platon nie dlatego chciał ich (a ściślej poetów - trzymajmy się klasyki) wyrzucić, że usiłowali naśladować naturę, ale za to, że za bardzo niby to mieszali ludziom w głowach, odwodząc ich właśnie od rzeczywistego oglądu świata.
Jest to wszak pewne pojęć pomieszanie, więc nie rozwódźmy sie już nad tym.
(...)
Te odwieczne spory - jaki jest stosunek sztuki do tzw. rzeczywistości? - chyba już teraz (w dobie wszelkich "izmów" - z postmodernizmem na czele) ucichły, bowiem zgoda nastąpiła co do tego, że sztuka może być i taka i taka i taka...
Tak więc może zarówno naśladować rzeczywistość, jak i ją odzwierciedlać; może przemawiać symbolami, metaforą, budować mity i fantazje - odnosząc się jednak do rzeczywistości; jak również - i to jest jedno z naszych ostatnich odkryć - budować światy autonomiczne. (Niestety, pod to ostatnie podciągnąć można zarówno wszelką sztukę bezprzedmiotową - np. abstrakcję - jak i muzykę Bacha... coś mi więc tutaj nie pasuje i będę się musiał nad tym zastanowić).
* * *
cdn.
*

André Derain "Arlequin et Pierrot" (L'Orangerie, Paryż)
*
*
(Zdjęcia autora)
*
*
Genialny blog, przeczytałem z zainteresowaniem, zwłaszcza o sztuce.
Pozdrawiam
autor: Maciej
Geografie,
doskonale to "wyłapałeś".
Postmodernizm jest rozbrajający, choćby również dlatego, że pochłania tego, który go krytykuje.
A ja... "chrzniam" postomdernizm (wyrażając się postmodernistycznym językiem Lindy).
Z wielu, wielu... powodów.
Jeśli się np. uznaje, że wszystko jest sztuką, to wg mnie jest to równoznaczne z tej sztuki ukatrupieniem.
Jeśli się głosi, że wszystko wolno, to mamy nie wolność, tylko rozwolnienie, czyli... sraczkę.
Wyznawcy postmodernizmu, (których postawa przypomina zwykle skrajny liberalizm) jak diabeł święconej wody boją się wymówić takie słowa jak np. norma, kanon, reguła, zasada...
Bo - wychodząc z założenia, że wszystko jest względne - uważają, że tak "naprawdę" to wszystko nie istnieje.
Nie zgadzam się z nimi!
Uważam bowiem, że nie wszystko jest dozwolone; uznaję że należy starać się odróżniać dobro od zła (mimo, że są to nasze twory kulturowe, a nie - jak mniemam - jakieś byty narzucone człowiekowi przez metafizyczne Siły Wyższe); uważam również, że bez zasad i reguł ani rusz... (Co nie znaczy oczywiście, że ja tych zasad i reguł nie łamię).
autor: Logos Amicus
Gospodarzu,
zostawiając na chwilę na boku całą sztukę społecznie zaangażowaną, zastanawiam się, na ile daje się jeszcze w dzisiejszych czasach uprawiać sztukę klasyczną/ klasycyzującą? Postmodernizm, o którym wspominasz w liście, tym się od wszelkich go poprzedzających -izmów rózni, że nie jest wykluczający, a przeciwnie - skrajnie inkluzywny, obejmując w swym duszącym uścisku zarówno obieranie ziemniaków w warszawskiej Zachęcie, jak i pisanie sonetów wzorowanych na poezji europejskiej sprzed paru wieków
To samo tyczy się zresztą pisania o sztuce. Podejrzewam, że np. ktoś pragnący na poważnie podjąć temat kondycji współczesnej literatury polskiej - ale nie w eseju, a poematem, tak jak to uczynił Miłosz w swoim Traktacie Poetyckim przed 50 laty - zostałby albo wyśmiany, albo oskarżony o eskapizm, albo o kiczowatość, albo - wreszcie - zaszufladkowany jako świadomy własnego warsztatu, ale jednak - postmodernista. Innymi słowy, postmodernizm obejmuje w sobie wszystko, włącznie z własną krytyką. Ale tym, co w nim najgorsze, jest chyba całkowite zatracenie hierarchii estetycznych. Nie to jest przecież złe, że Nieznalska to czy owo pokazuje - mnie zwłaszcza, jako osoby niewierzącej, taka instalacja nie oburza, co najwyżej budzi mój niesmak - ale to, że nie można tak naprawdę krytykować tego typu "dzieła" z pozycji estetycznych, nie popadając równocześnie w ideologię. Faktycznie, o współczesnej sztuce nie sposób rozmawiać, bo współczesnym ludziom brak języka do rozmowy o niej...
Oj, sam się łapię na tym, że cokolwiek bym nie napisał - w postmodernizm popadnę 
Pozdrawiam!
autor: Geograf
blog: globuspolski.blox.pl
Geografie,
nawet patrząc na krzyż z genitaliami Nieznalskiej (tzn. nie chodzi o genitalia samej Nieznalskiej, a o genitalia męskie, które ona zestawiła z krzyżem :)), nie czuję oburzenia, ani też nie pogardzam samą autorką tej instalacji.
Żałuję jednak, że cała ta afera wzbudziła prawie u wszystkich takie negatywne uczucia, wręcz wrogość... i to zarówno wśród tych, którzy chcieli golić głowę artystki i ją wieszać, jak i wśród tych, kórzy (także nie bez histerii) ją bronili, wytaczając największe armaty.To wszystko świadczy o tym, że brak nam umiejętności dyskursu... właśnie na temat tego, czym jest sztuka.
PS. To nie jest list mojego prztyjaciela, lecz do mojego przyjaciela. On ma trochę inne zapatrywania na poruszane w nim sprawy - stąd ten polemiczny ton listu.
autor: Logos Amicus
Gospodarzu,
co tu kryć - zgadzam się w zasadzie w pełni z wymową listu Twojego przyjaciela. Od siebie dodam jedynie tyle, że od kontekstu społecznego w odbiorze sztuki uwolnić się nie sposób (zwłaszcza sztuki współczensej, i zwłaszcza w Polsce). Ergo, gardząc Nieznalską, staję z konieczności w szeregu jej obrońców przeciw inwazji Ciemnogrodzian. Sądzę, że żyjąć na Zachodzie, miałbym do wyczynów autorów sztuki krytycznej stosunek - jawnie - krytyczny 
Pozdrawiam!
autor: Geograf
blog: globuspolski.blox.pl
Salino,
bardzo podoba mi się to, co napisałaś.
Kiedy w czasach Duchampa pojawiały się te wszystkie ruchy artystyczne i prądy w sztuce - miały one w sobie świeżość, spontaniczność; nie pozbawione były autentyczności.
Dopiero po II Wojnie Światowej zaczęły się nagminnie te wszystkie kombinacje i szachrajstwa - żerowanie na ludzkiej głupocie, braku dobrego smaku i pazerności.
Warto pamiętać np. jaki był zamysł i cel Duchampa: kiedy przyniósł on swój pisuar na wystawę sztuki (wówczas: 1917 r.)nowoczesnej, to bynajmniej nie dlatego, że chciał zakpić z gustów publiczności, która przełknie wszystko, ale po to, by wypróbować słowność samych organizatorów tamtej wystawy, którzy deklarowali absolutną tolerancję wobec twórczości innych artystów. Jego nie tolerowali - kibel wyrzucono.
Zresztą, ten, który jest w paryskim Centrum Pompidou, nie jest wcale (gotowym) sraczem, który wywlókł skądś Duchamp (tamten już dawno gdzieś przepadł), a pisuarem z początku lat 60-tych, specjalnie wykonanym na jedną z włoskich wystaw sztuki współczesnej.
No i dopiero wtedy zaczęło się przypisywanie mu wielkich teorii przez genialnych i super-inteligentnych krytyków.
(Samego Duchampa skądinąd cenię... z kilku powodów, ale nie ma tu niestety miejsca na moje uzasadnienia.)
* * *
Napiszę wprost, co mi się głównie w dzisiejszym świecie sztuki nie podoba: robienie ludziom wody z mózgu, rynkowe wyrachowanie, kupczenie gniotami sztucznie wylansowanymi przez handlarzy sztuki i przekupionych "krytyków"... etc.
To są niektóre z powodów, dla których we współczesnych galeriach i muzeach znajduje się taka ogromna ilość badziewia!
Mnie po prostu szkoda tego publicznego miejsca, jakie to wszystko zajmuje. Zwykle, kiedy jestem w jakimś muzeum, gdzie znajduje się sztuka współczesna, to nie mam (w salach na nią przeznaczonych) co oglądać.
Skądinąd wiem, jak wielu prawdziwych artystów się marnuje... lecz nikt o nich nie słyszał, nikt nie ogląda - bo nie pasują do współczesnej machiny, układów, snobizmów i koterii, bo nikt nie powiedział publice, że są coś warci, bo nie potrafili się "sprzedać"... etc.
autor: Logos Amicus
Sarno,
a ja dziękuję za to, że tu wpadłaś i to napisałaś :)
autor: Logos Amicus
Amicusie,
najwyraźniej własne odczucia przypisałam Tobie, stąd nieporozumienie.
Mnie oburza "merda" i inne "wiekopomne" dzieła Manzoniego a jeszcze bardziej ich popularność sowicie wynagradzana :(
Poszukałam informacji o nim z Twojego powodu, wcześniej to nazwisko nic mi nie mówiło. Podobno jego idolem był Marcel Duchamp (powszechnie znany z dorobienia brody i wąsów Monie Lizie, ze wspomnianej przez Ciebie "Fontanny", koła rowerowego na blacie taboretu, suszarki na butelki i "Panny młodej rozbieranej przez swych kawalerów, jednak").
Jednak "wariactwa" Duchampa miały jakieś sensowne uzasadnienie: jak cały ruch "Dada" były antysztuką, protestem przeciwko cywilizacji, kulturze, sztuce - w efekcie na nic się nie przydających, bo i tak zrodziła się straszliwa I wojna światowa.
Miały też urok nowości, świeżości, dowcipu i nie były pozbawione pewnego wdzięku.
Natomiast trywialnego, prostackiego szokowania Manzoniego niczym (wg mnie przynajmniej) nie da się uzasadnić ani usprawiedliwić, ani tym bardziej uznać za działalność artystyczną:(
Wygląda na to, że muszę bardziej zważać na dobór słów, pisując komentarze do Twoich postów, Amicusie :)
autor: salina
Witaj! Cieszę się, że wróciłeś.
Zaczynasz już pytaniem w tytule więc nie odpuszczasz, czyli nie zmieniłeś się na moje szczęście:)
Zadawanie pytań na które nie ma jednoznacznych odpowiedzi, albo wykraczają poza ludzkie możliwości poznawcze jest współcześnie rodzajem sportu dla wybranych. Tak przynajmniej ostatnio gdzieś wyczytałam i przyznam się nie do końca podzielam to stanowisko.
Trudno z Tobą dyskutować w temacie jw., bo czasami piszesz tak, że ma się wrażenie, że wszystko zostało powiedziane.
Twoje pytania są fundamentalne, ale mimo to bądź niewielu obchodzą ( włącznie z odpowiedziami ) w zabieganiu i codziennej walce o byt, bądź są niewygodne, bo burzą dotychczasowy ład, kazą nam przewartościować swój dotychczasowy światopogląd,uznane wartości,
swój maleńki świat, enklawę bezpieczeństwa, czegoś pewnego i trwałego. Ale są ludzie i Ty do nich należysz, którzy z uporem stawiają przed nami te najtrudniejsze czasami pytania.
Z naturą maniaka pytasz nas o istotę dobra,zła,piękna,sztuki oraz nasze ich wyobrażenia i rolę w tym Boga, naszej wiary.Czy rozum pomaga, czy przeszkadza w byciu szczęśliwym i gdzie on był gdy mordowano miliony? Wiele, bardzo wiele mądrych postawionych wprost pytań bądź inspiracji do postawienia ich przez nas samych, sobie samym.
Dziękuje, że wróciłeś.

autor: Sarna
Salino,
ależ ja naprawdę, jeśli chodzi o odbiór sztuki - nawet tej, którą nazwać można prowokacyjną - nigdy się nie oburzam, a już zwłaszcza "gwałtownie".
Może jeszcze raz powtórzę to, co na ten temat napisałem:
"to poruszenie jest dla mnie czymś negatywnym (obrzydzeniem np.), czasem jakąś konstatacją pustki, pomieszania, manipulacji, nieszczerości, pozerstwa...(...) I właśnie dlatego odmawiam zgody na taką sztukę - ja przynajmniej nie chcę mieć z nią nic do czynienia."
Jednym słowem, poruszenia (nawet tego intensywnego) nie można mylić z oburzeniem.
Oburzenie jest zwykle związane z naszym poczuciem moralności, a ja żadną miarą nie chcę się ustawiać wobec sztuki w roli moralizatora. Zupełnie mi z tym nie do twarzy :)
Mój odbiór sztuki bardziej jest natury estetycznej, niż moralnej.
Tak naprawdę, w tym tekście nie usiłuję w żadnym wypadku tworzyć jakiejś wiążącej kogokolwiek definicji sztuki, gdyż uważam, iż właśnie ze względu na rozmycie się wszystkiego i pomieszanie totalne we współczesnym nam świecie, jest to wręcz niemożliwe.
Przyznaję również, iż dziełem sztuki można nazwać również to, co mnie nie porusza, czyli wobec czego pozostaję obojętnym.
Jednakże taka sztuka mnie nie obchodzi... co nie znaczy, że nie mogę wyrazić na jej temat swojej opinii.
Pozdrawiam.
autor: Logos Amicus
Grycelu,
niekoniecznie trzeba się spierać o sztukę, można po prostu podyskutować... choćby tylko po to, by uświadomić sobie nasz własny stosunek do sztuki, czy też to, czego od tej sztuki oczekujemy.
Pozdrawiam serdecznie.
autor: Logos Amicus
Sadoqu,
no chyba nie chcesz powiedzieć, że nie jesteś odbiorcą sztuki i że nic nie masz na jej temat do powiedzenia... bo i tak Ci nie uwierzę :)
PS. Nawet jeśli przyjmiemy, że jesteś laikiem (choć przecież, jeśli chodzi o odbiór sztuki, trudno mówić o laictwie), to i laik - jak najbardziej - może wypowiedzeić swoje zdanie, gdyż sztuka tworzona jest nie tylko dla "znawców", "koneserów" i profesjonalistów.
Sorry za szczerość, ale wykręcasz się tym razem sianem :)
autor: Logos Amicus
Można by powiedzieć Amicusie, że sam siebie złozyłeś jako ofiarę skomplikowanych ustaleń co jest sztuką :)
Powiedziałeś "sztuką jest to co mnie porusza", by chwilę później oburzyć się gwałtownie na próby nazwania sztuką tego, co poruszyło Cię chyba najbardziej ;))
Może trudności wynikają stąd, że zbyt wiele chcemy upchnąć w ten termin? Dekoracje i wszelkie zdobnictwo, fotograficzne odzwierciedlanie przyrody, funkcje informacyjne i reklamowe, przesłania moralne, etyczne, społeczne, patriotyczne, religijne; uzyteczność i "sztukę dla sztuki", symbolikę, ukryte przekazy i mówienie "otwrtym tekstem", zasady estetyki i sprzeciw wobec nich, sacrum i profanum... przecież to nie wszystko jeszcze :)
Jak to zebrać w jedną spójną całość?
Masz poniekąd rację z tym "poruszaniem" - co do jednego wszyscy chyba musimy się zgodzić: nie można nazwać dziełem sztuki czegoś, co jest nam obojętne, nie zwraca naszej uwagi, co nie jest ekspresyjne. Tylko nie może to być jedynym kryterium!!
Ty też zwróciłeś na to uwagę, ze zrozumiałym oburzeniem.
Wielu współczesnych artystów(???) chcąc zwrócić na siebie uwagę, po prostu koncentruje się na obmyślaniu sposobu szokowania. Juz nie bardzo jest czym, wszystko juz było. Jeszcze jako tako można zaistnieć w mediach obrażając uczucia religijne, ale niedlugo i to pewnie się opatrzy i spowszednieje.
Zauważyłam, że od dawna "krążysz" wokół tej tematyki. Co nie dziwi - czy jest jakaś lepsza? :)
Pozdrowienia :))
autor: salina
blog: oswajanie.blog.onet.pl
Serdecznie pozdrawiam i miłego końca tygodnia życzę.
PS. Myślę, że spory o sztukę będą zawsze, ponieważ odbiór sztuki jest osobisty, a ocena każdego subiektywna.
autor (Login WP): grycela
blog: afrykamoja.bloog.pl
Wpis przeczytałem, obecność zaznaczam :-)
Niestety w prezentowanej arcyciekawej materii jestem laikiem stąd i pozwolisz Logosie, że pomilczę.
autor: Sadoq
blog: www.sadoq.co.cc
tani,
nawet jeśli ktoś w naszych czasach decyduje się na stworzenie jakiejś definicji sztuki, to zawsze będzie ta definicja, jeśli nie osobista, to zawężona do określonego kręgu "wyznawców" jakiegoś "izmu", czyli względna i subiektywna. I jako taka spotka się ze sprzeciwem tych, którzy patrzą na wszystko z innej perpsektywy.
* * *
Ja osobiście nie za bardzo wierzę, że istnieje coś takiego jak "chaos".
Nazywamy chaosem to, czego (jeszcze?) nie możemy pojąć, zrozumieć, ogarnąć.
Właściwie każdy obraz, rzeźba, fesk...każde dzieło sztuki zamyka w sobie "wieczny ruch, coś na kształt równowagi dynamicznej": jest to ciągły ruch cząsteczek materii (kwantów energii), które tworzą owo dzieło sztuki.
W tym sensie, w każdym dziele sztuki "kotłuje się" energia :)
* * *
A jeśli chodzi o pojmowanie sztuki w Średniowieczu?
Nie jestem historykiem sztuki, ale z tego co wiem, w tamtym czasie wyróżniano tzw. sztuki wyzwolone, a było ich siedem: geometria, astronomia, arytmetyka, logika, retoryka i muzyka.
Malarstwo i rzeźba traktowane były jako rzemiosło, na równi np. z układaniem płytek w baptysterium, czy... garncarstwem.
Nie zapominajmy o tym, że kult (sława) artysty zaczął(a) się w Europie kształtować wyraziściej dopiero w dobie Renesansu, i dopiero wtedy malarze i rzeźbiarze dorobili się wysokiego statusu w społeczeństwie... co pociągnęło za sobą wzrost prestiżu (czy też nawet wyodrębnienie) samego malarstwa czy rzeźby.
autor: Logos Amicus
Bardzo mi się podoba teoria (i praktyka zapewne zarazem) osobistej klasyfikacji i odbioru tego, co za sztukę chciałby uważać każdy z nas.
Proba klasycznej organizacji... tak, ale i pewien chaos, a własciwie wieczny ruch, coś na kształt równowagi dynamicznej zamkniętej w obrębie jakiegoś dzieła. To trudne, ale możliwe do stworzenia.
Pytanie (bom gupia w kwestiach średniowiecznego pojmowania sztuki). Co wobec tego było sztuką w średniowieczu, jeśli nie były nią np. malowidła czy rzeźby (dajmy na to o charakterze sakralnym)? Macham i cieszę się, że piszesz, lub choćby cytujesz coś przyjemnie rozwijającego (lub raczej zwijającego) moje zwoje podczaszkowe.
autor: tani1
blog: waneko
czwartek, 18 marca 2010
Licznik odwiedzin: 173850
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||

Świat nie przestaje mnie zadziwiać.
Refleksje na temat szeroko pojętej kultury i człowieka: literatura, kino, filozofia, sztuka, psychologia, kultura masowa, natura, podróże...