____________________________________________
Czy rzeczywiście o gustach nie można dyskutować?
W jaki sposób nasz gust wpływa na wartościowanie przez nas sztuki?
Walka na śmierć i życie - w salonach, galeriach i poza nimi...
Tym (choć nie tylko) zajmują się dalsze fragmenty listu.
___________________________________________
*
Jak patrzymy na sztukę? (Scena z Luwru)
*
* * *
De gustibus non est disputandum - jak głosi znana, stara łacińska sentencja. Czyli o upodobania nie ma się co spierać. Ale ludzie i tak się spierają. Dlaczego? Otóż wydaje mi się, że z kilku przyczyn, ale głównie dlatego, że chcą udowodnić, iż ich gust jest coś wart (to jest bardziej szlachetne), albo że jest lepszy od innych (to już jest szlachetne mniej).
Czasem chcą po prostu pokazać, że górują nad kimś innym (to taki stary atawistyczny instynkt, jak również zakamuflowany sposób wywyższenia samego siebie). Jednak odrobina mądrości i tolerancji pomaga w konstatacji, że warto jednak czasem unikać wartościowania w sferze naszych gustów - bowiem są one względne i jak najbardziej subiektywne.
Oczywiście, można usprawiedliwiać własny smak, objaśniając dlaczego coś podoba nam się bardziej a coś innego mniej, ale dobrze mieć świadomość, że to jest tylko nasze zdanie, niekoniecznie lepsze czy też gorsze od innych - po prostu inne.
Tak więc sąd nad smakiem jest czymś zbyt arbitralnym - lepiej i rozsądniej jest jednak wyrabiać sobie ten smak na własny użytek i niekoniecznie zbywać pogardą smaki innych. Bo i po co? Wcale to nie pomaga delektować się własnymi upodobaniami, a wręcz przeciwnie - człowiek najczęściej stawia się tylko w całkiem niepotrzebnej opozycji, która wysysa z niego jakąś pozytywną energię.
Z tychże (m.in.) względów nie potępiam w sztuce niczego "w czambuł", nawet zielonej żaby na krzyżu, czy rekina w formalinie. Może wydawać mi się to głupie, albo po prostu nie podobać się, ale się z tego powodu nie oburzam, nie grzmię, nie protestuję... Dlatego też nigdy nie wzywałbym do tego aby coś tam usunąć siłą z muzeów, nie rzucałbym się z szablą na obrazy (jak Olbrychski w Zachęcie), tudzież nie próbowałbym usunąć kamienia, którym przygnieciona była figura papieża (jak to usiłował zrobić jakiś polski parlamentarzysta w tym samym muzeum).
Koniec końców: a propos sztuki i estetyki trzeba mieć własne zdanie, ale raczej nie narzucać je siłą innym. Bowiem różnice między naszymi gustami są - na szczęście! - nie do uniknięcia. Gdyby nagle wszystkie stały się takie same - wtedy niechybnie nastąpiłby definitywny upadek całej sztuki.
Nota bene cała rzeczywistość istnieje dzięki wzajemnej relacji różniących się elementów. Całkowita zgodność, zerowa entropia, to byłby tylko punkt bez czasu i przestrzeni, czyli absolutna nicość. A coś takiego jest po prostu niemożliwe - czego dowodem jest choćby to, że ja piszę te słowa a Ty je czytasz, czyli - jednym słowem - że istniejemy. Nie wierzę bowiem, że z niczego mogłoby powstać coś, jak również, że coś może się zupełnie unicestwić.
*
*
'
Edgar Degas "Tancerki" (Musée d'Orsay)
*
* * *
Gusta są różne, dlatego Ty lubisz Renoira, ja wolę Degasa, Ty powiesiłbyś na ścianie Pollocka a ja raczej Repina... etc.
Już Demokryt parę tysięcy lat temu zauważył, że to co my nazywamy kolorem, smakiem, ciepłem nie jest w zasadzie żadnego przedmiotu właściwością, tylko sposobem w jaki postrzegają go nasze zmysły, w przeciwieństwie np. do ciężaru czy gęstości, które są już rzeczywistymi tego przedmiotu własnościami. To tłumaczy, dlaczego to samo dzieło sztuki tak różnie postrzegamy: bo nasze zmysły się różnią! Jest to tak oczywiste, że aż szokujące - gdyż wygląda na to, że wszyscy w swoich sporach wartościujących sztukę o tym zapominają. A to jest przecież od wieków zapisane w ludzkiej mądrości: de gustibus non est disputandum ! Moje zmysły nie są twoimi zmysłami ! Czy trzeba bardziej oczywistego dowodu?
Smak macintosha jest dla kogoś lepszy niż jabłek jonagold. Nie można obiektywnie stwierdzić, które z tych jabłek są smakowo lepsze, gdyż w ocenie takiej zawsze uczestniczy subiektywny zmysł.
Jednak z drugiej strony (ach ten Tewie Mleczarz!), pisząc o sztuce (czy choćby tylko obcując z nią) nie sposób jest wartościwania uniknąć. To jest przecież oczywiste: jedne obrazy (piosenki, książki, filmy... ) uznajemy za lepsze od innych (nawet jeśli chodzi o utwory tych samych autorów).
Zgodzimy się chyba z tym, że Strawiński jest lepszy od Rubika, Maria Callas od Dody, Marlon Brando od Pazury, Rubens od malującego jelenie na rykowisku pana Mietka, Dąbrowska od Mniszkówny, Stephane Grappelli (jeśli chodzi o grę na skrzypcach) od Zbigniewa Wodeckiego... etc.
Są osoby, które - chcąc być lojalne wobyc własnych liberalnych zapatrywań - starają się (publicznie) nie wartościować artystów, ale przecież trudno ukryć nieszczerość, jaka spod takiej postawy wyziera. Zwłaszcza, jeśli takie osoby uważają, że o gustach warto dyskutować.
Jak jednak byłoby to możliwe bez wartościowania?
Również uważam, że dyskusja na temat naszych upodobań, gustów, smaków, preferencji może mieć sens, ale jedynie w tym przypadku, jeśli prowadzona jest w dobrej wierze (przede wszystkim: bez wzajemnej pogardy!); jeśli ma służyć wzbogaceniu naszej wiedzy, roszerzeniu horyzontów, umożliwiając nam spojrzenie na coś z innej perpsektywy; and last but not the least: jeśli służy wzajemnemu porozumieniu, a nie budowaniu niepotrzebnych barier i kreowaniu sztucznych podziałów.
Bardzo ważne są jednak intencje i ton, w jakim ten dyskurs się odbywa.*
*
Obrażone uczucia, urażone gusta... czyli starcie w paryskim salonie sztuki.
(Obraz znajduje się w Musée d'Orsay, jednakże autor umknął mojej uwadze.)
*
*
(...)
O tym jak koresponduje smak z wartościowaniem sztuki - i to na tle przemian historycznych i społecznych - mogłem się przekonać niedawno w paryskim Musée d'Orsay, które wydało mi się zresztą jednym z najbardziej fascynujących miejsc, jakie widziałem w swoim życiu. Nigdzie indziej tak namacalnie wręcz - i obrazowo! - nie spotkałem się z możliwością prześledzenia jednego z najbardziej burzliwych i rewolucyjnych okresów w historii - i to nie tylko sztuki.
Wyobraź sobie Paryż drugiej połowy XIX-go wieku i początku wieku XX-go, kiedy niemalże równolegle istniały (teraz uznajemy, że równoprawne pod względem artystycznym) takie kierunki w sztuce, jak realizm, symbolizm, romantyzm, impresjonizm, akademizm, naturalizm, post-impresjonizam, fowizm, nabizm, kubizm, orientalizm... a wszystkie powiązane z przemianami w świadomości nie tylko społecznej, ale i tej wśród pisarzy, filozofów, architektów, pedagogów - wszelkiej maści liderów tamtej epoki, (przy tym działo się to w czasach, które widziały choćby Wiosnę Ludów, wojnę francusko-pruską, paryską komunę i zaranie I wojny światowej).
W d'Orsay cały ten ferment można prześledzić na podstawie zgromadzonej tam arcy-ciekawej i niezwykle bogatej kolekcji dzieł sztuki, które w owym okresie powstały.
*
*
Alexandre Cabanel "Narodziny Wenus" (Musée d'Orsay)
*
*
*
Eduard Manet "Olympia" (Musée d'Orsay)
*
Pozwól, że wspomnę tylko o jednym moim wrażeniu.
Dotyczy ono dwóch słynnych - bardzo odmiennych w stylu, ale przy tym niewątpliwie arcydzielnych - obrazów: "Narodzin Wenus" Cabanela oraz "Olympii" Maneta.
Oba przedstawiają nagie kobiety, ale w jakże odmienny sposób.
Wenus Cabanela to uosobienie wyidealizowanego erotyzmu - kobiece ciało gładkie niczym pupa niemowlęcia i delikatne w kolorze jak najsmaczniejsza brzoskwinka.
Olympia Maneta to kobieta z krwi i kości, blada na ciele, ale dość przeciętna na twarzy, obdarzona niezłym biustem (choć zbyt dużą głową i nieco przykrótkimi nogami), próżna i znudzona - z czarną wstążeczką na szyi, niczym erotyczny towar czekający na swojego klienta.
W przeciwieństwie do ludzi, którzy w 1863 roku toczyli boje o to, która (malarska) wersja kobiecości jest lepsza (Cabanela sławiono w elitarnych salonach i w Akademii, obdarzano tłustymi apanażami; Maneta zaś z Salonu wyrzucono - poszło oczywiście nie tylko o "Olympię", ale zwłaszcza o "Śniadanie na trawie" ), ja mam dzisiaj ten komfort, że mogę z wielką przyjemnością patrzeć na oba obrazy i na każdym cieszyć oczy czym innym (i wcale się nie przejmować tym, że na pierwszym z nich przeciąga się laska nieziemska, a z drugiego patrzy na mnie prostytutka.)
Wprawdzie nie mogę stwierdzić, jak Łysiak (który w przedmowie do "Malarstwa białego człowieka" napisał, że kiedy widzi przed sobą piękny obraz to mu "staje"), to jednak lubię zarówno szmaragdowo-różową "ładność" i roztkliwiającą seksowność Wenus wymuskanej przez Cabanela, jak i cielesny realizm metresy rzuconej dość bezczelnie na płótno przez Maneta.
Zola, który pisał o obu obrazach, nie mógł sobie na taką wspaniałomyślność pozwolić... i to nie tylko dlatego, że był przyjacielem Maneta. Bowiem wówczas walka na śmierć i życie zaczęła się toczyć nie tylko na polu artystycznym, ale i humanistycznym: chodziło o stosunek do człowieka, który uwzględniał nie tylko jego sublimację, ale i naturalizm - wszystko to powodowało społeczne reperkusje, doprowadziło wkrótce do Komuny Paryskiej, a Marksa skłoniło wcześniej do zajęcia się klasą robotniczą, denuncjacją wyzysku oraz analizą stosunków produkcji.
Tak więc "smak" Maneta, (podobnie jak członków Akademii, tudzież reprezentantów sztuki tradycyjnej, klasycyzującej) determinowany był nie tylko czystą estetyką czy też moralnością, ale i czymś w rodzaju... światopoglądowego partykularyzmu (związanego także z pozycją społeczną i statusem).
Tak zresztą z tym "smakiem" bywa do dzisiaj, ale ja przynajmniej staram się temu nie poddawać.
*
*
Tycjan "Scena pastoralna" (Luwr)
*
*
*
Eduard Manet "Śniadanie na trawie" (Musée d'Orsay)
*
(...)
Teraz chyba wiem dlaczego wychyliłeś się z tymi klasykami. Wydaje mi się, że utożsamiasz klasykę z pewnym skostnieniem, jakiemu uległ np. klasycyzm, gdzie coraz mniej było miejsca właśnie na ten element nieprzewidywalności, nieokreśloności, (który kojarzysz z chaosem).
Ja za klasyków uważam gości, którzy w jakimś kierunku sztuki osiągnęli największą biegłość - stali się najwybitniejszymi reprezenatantami jakiegoś prądu. Tak więc są klasycy renesansu, baroku, romantyzmu... etc.
(Dałby Bóg, żebyśmy mogli sobie na ścianie powiesić obraz któregokolwiek z nich - nawet tych z rokoka - gdyż bylibyśmy wtedy milionerami.
Ale to raczej nam nie grozi... )
* * *
cdn.
*
*
Jean-Baptiste Greuze "La cruche cassée" (Luwr)
*
*
*
*
*
Balthus "Alice" (Musée National d'Art Moderne, Paryż)
*
(Zdjęcia autora)
*
*
*
Podstolina dużo o sztuce nie wie, a zwłaszcza o malarstwie (tutaj do tej pory jej wystarczało, że potrafiła odróżnić portret od martwej natury i Matejkę od Lewitana). Natomiast czyta z zainteresowaniem i z nadzieją na pożytek jaki... Na nauki wszak nie jest za późno w każdym wieku. ;)
autor tani1
blog: tanigucci.blox.pl
Geografie,
świetnie to uchwyciłeś.
Choć to tylko część prawdy o współczesnej sztuce.
I dobrze, że zacytowałeś Kołakowskiego.
Niektórzy ludzie bowiem czują się niejako "sterroryzowani" przez tzw. znawców, koneserów krytyków czy też zwykłych snobów sztuki współczesnej i najzwyczajniej w świecie boją się wyrażać swój sprzeciw (zdegustowanie, krytykę...) wobec niektórych wytworów sztuki współczesnej. Nie chcą po prostu wyjść na tępych ignorantów, takich co to się na sztuce "nie znają" - zdradzić się z niewrażliwością na nowy rodzaj artyzmu. Ośmiela ich dopiero głos... np. takiego autorytetu, jak prof. Kołakowski.
PS. Wolę staroświeckie miłosierdzie niż nowoczesne "zahamowanie" :)
autor Logos Amicus
tani,
ach... podstolina jest nazbyt skromna :)
Czyżby się krygowała?
Dyć wiadomo, że koncept u podstoliny bystry a usta wymowne :)
autor Logos Amicus
Salino,
na szczęście patrzenie na obraz (zwłaszcza ten przedstawiający nagą kobietę) niekoniecznie musi być "konsumpcyjne", ale i... kontemplacyjne :)
Tutaj otwiera się zresztą nowy temat do przemyśleń: w jaki sposób pożądanie seksualne jest powiązane u nas z poczuciem estetyki?
(Ale to lepiej jest robić po wyjściu z łóżka kobiety. Hm... A może jednak przed? :))
W każdym razie samo dumanie nad tym (bez praktyki), może być niezdrowe :)
autor Logos Amicus
Gospodarzu,
porównając tzw. sztukę współczesną z jej klasyczną imienniczką, dochodzę do wniosku, że zasadnicza różnica między nimi polega na odwróceniu klasycznego związku (czy raczej jego postulatu) pomiędzy wartościami etycznymi i estetycznymi: prawda = piękno. Obecne relację tę można zdefiniować właśnie jako odwrócenie klasycznej: prawda = brzydota, względnie piękno = kicz (ergo: fałsz). Trudno więc od współczesnej sztuki (deklaratywnie) prawdziwej oczekiwać doznań estetycznych.
Przypomina mi się w tym kontekście wypowiedź Kołakowskiego o pewnej bryle architektonicznej w południowym Londynie - tak brzydkiej, że, jak się domyślił, za jej budową musiała stać jakaś ideologia. Istotnie - była to budowla turpistyczna, budowana wg zasady: życie jest brzydkie, więc architektura także powinna być brzydka.
Pozdrawiam
Geograf
PS. Doktor przeżył - moje miłosierdzie (albo zahamowania - jak kto woli) są widać wielkie 
autor Geograf
blog: globuspolski.blox.pl
A mnie nic innego nie pozostaje, jak jeno uczyć się i rozważać w małej mojej główce poszczególne fragmenty tekstu. Taki to los przaśnych podstolin, które o sztuce wiedzą zbyt mało, żeby zabierać głos. Myślę sobie jednak, że gdyby podręczniki do historii sztuki były pisane w ten sposób... :) uczyłyby czegoś więcej może niż uczą, hm, hm... Ale to chyba niemożliwe.
autor tani1
blog: tanigucci.blox.pl
Najtrudniej odpowiadać na proste pytania :)
Można dyskutowac o gustach, czy nie? I czy uzasadnione są prowokacje w sztuce?
Wydaje mi się, że o to przede wszystkim pytasz Amicusie.
Tylko żeby pokusić się o sensowną w miarę odpowiedź, potrzebny jest namysł i jakie takie rozeznanie, same zmysły ani pobieżny rzut oka na reprodukcje i tekst, nie wystarczą :)
Najkrócej (bo i pora późna) - wbrew powszechnej opinii, że o gustach się nie dyskutuje, można to robić i powiedziałabym, że nawet należy, ale tak jak powiedziales, bez pogardy.
W sumie i prowokacji "w czmbul" potepiac nie sposob. W koncu pierwsze akty tez wywolywaly nieslychane emocje. "Sniadanie na trawie" dla wspolczesnych bylo skandalem, przeciez nie przez nagosc kobiet "w ogole" (u Tycjana i klasykow byly i wtedy podziwiane) ale przez realizm, na dodatek inspirowany obrazami mistrzow renesansu, co uznane zostalo za profanacje sztuki. Podobnie miala sie rzecz z "Olimpia", echem "Wenus z Urbino" Tycjana.
Nawiasem mowiac, tym razem zachwycilam sie meskim (Twoim) spojrzeniem porownujacym te dwa kobiece akty :) Mimo, ze typowo "konsupcyjne" (co nie dziwi) natychmiast i bezblednie wychwycilo zasadnicze roznice w ujeciu tematu :)
Swietny temat do rozwazan Amicusie :)
autor salina
Jula, ja niczego nie chcę tu dyktować.
Jeśli już czegoś oczekuję, to tego, by usłyszeć od kogoś coś ciekawego na temat, który poruszyłem w swoim wpisie.
Tylko tego. A może... aż tego?
autor Logos Amicus
Postaram się , jak tylko znajdę się w swoim ukochanym , realnym domku. ;)
Teraz nie mam czasu a chciałabym przed napisaniem pomyśleć, zwłaszcza ,że Ty dyktujesz nam niejako "poziom". ;)))
Ps.
Co do "gejów" w świecie mody, to nie wiem czy to jest tylko zbieg okoliczności, czy tylko tam ( w tej specyficznej branży ) się nie ukrywają ze swoją seksualnością?...
i czy to nie ich wina ,że obecnie , moda dyktuje nam "typ" kobiety wbrew jej warunkom naturalnym.
Typ chłopięcy?...Bez kształtów - stąd może tyle wśród modelek anorektyczek etc...


autor Jula-grafomanka
Nie Jula,
jest wręcz przeciwnie: to właśnie gej - będąc utalentowanym projektantem mody - wpływa na piękne kobiety, a nie odwrotnie (to, że otaczają kogoś piękne kobiety nie czyni z tej osoby geja.)
PS. No ale słyszałem, że przeczytałaś "Historię piękna" Eco, więc może podzielisz się wrażeniami ?)
Może być ciekawie i na temat :)
autor Logos Amicus
Po wyborze obrazów, nie ma wątpliwości, jakiej jesteś orientacji seksualnej.hihihi..
Panowie, coś tam protestują , ale zawsze w ubraniu ;)
Panie natomiast , na życzenie malarzy , zawsze pokazują swoje wdzięki :D
Wniosek, jednak wśród malarzy przeważają hetero, lub biseksualni.hihihi...
Chociaż to wszystko może być , jedna wielka niewiadoma, bo jednak wśród np. projektantów mody, (kreatorów mody, wielkich krawców , są w większości - geje, prawda?..
Czyżby , ta liczba pięknych kobiet (modelek),tak na nich wpływała ;)))
PA!


autor jula-grafomanka
Jula,
w pierwszej chwili przeczytałem: erotyczno-malarska...
I się nieco zawstydziłem :)
autor Logos Amicus
Ach ten Paryż, ten "Luwr", no i w ogóle Francja i przy tym Twoja wrażliwość , estetyczno- malarska !!!
Pozdrawiam!

autor jula-grafomanka.
Słuszna uwaga, Sarno.
Może w moim liście nie jest to podkreślone, ale przy innych okazjach często o tym wspominałem: o naszych gustach decydują nie tylko nasze zmysły, ale i umysł (a tam przecież lęgnie się nasza osobowość, charakter).
Dlatego jednak dyskusja o gustach ma sens (bo dotyczy nie tylko naszych zmysłów - te są bowiem niezmienne; ale i umysłu - gdyż ten już podlega zmianom i można nań wpływać kształtować go...)
Konformizm i mimikra to jedne z najpotężniejszych sił, jakie konstytuują całe społeczenstwa a nawet kultury.
Być może właśnie dlatego tak strasznie mało jest ludzi, którzy potrafią myśleć samodzielnie!
autor Logos Amicus
Amicusie, o odbiorze sztuki nie decydują tylko nasze zmysły. To jak postrzegamy zależy w dużej mierze od naszej osobowości, a ta jak wiesz nie jest nam dana, a kształtuje się przez całe nasze życie. Czerpiemy wzorce "zapatrzeni emocjonalnie" w tzw. znaczących innych. Większość ludzi nieświadomie i dobrowolnie przyjmuje sposób widzenia świata "innych" jako własny. To nie musi oznaczać lenistwa umysłowego czy braku wrażliwości. Są przekonani, że właśnie tak widzą i czują, bo nauczono ich takiej wrażliwości, takich wzorców. Dużą rolę odgrywa tu otoczenie które w procesie socjalizacji czyli w toku procesu uczenia się dzięki, któremu człowiek jako istota biologiczna staje się istotę społeczną, blokuje bądź buduje jednostkę.
Paradoks polega na tym, że sami nie potrafimy znaleźć złotego środka między czuciem i wiarą, a mędrca szkiełkiem i okiem. Pytanie czy to źle? Myślę, że o ile nas to nie uwiera, nie czujemy dyskomfortu, nie jesteśmy z tego powodu nieszczęśliwi , to problemu nie ma. Owszem, być ciekawym świata, uczyć się i rozwijać należy ustawicznie,ale dla siebie, nie dla innych. A uleganie presji opinii innych bo taka moda i towarzyskie wymogi to głupota. Ci, co z pogardą wynoszą się nad innych,sadząc, że pozjadali rozumy i wszystko wiedzą lepiej powinni czasami przejść się na cmentarz i przeczytać napisy na nagrobkach, bo tam wg tych napisów tylko tacy leżą. Mądrzy i zasłużeni dla tej ziemi (dosłownie, bo ją użyźniają:) A jeżeli nadal sadzą, że są kimś innym niż cała reszta to niech opatentują na swój wyłączny użytek własną metodę załatwiania fizjologii, bo póki co stawia ich ona w jednym szeregu z całą resztą. No może, co poniektórzy jak np.Manzoni potrafią to lepiej spieniężyć :)
pozdrawiam

autor Sarna
Geografie,
wpierw pomyślałem, że Twój komentarz jest na wskroś nie merytoryczny (mimo odwołań do Bacona, Kubricka i Lindy), ale zaraz potem spostrzegłem, że jednak odnosi się on do sztuki, tyle że lekarskiej (a raczej jej braku).
No i jestem pod wrażeniem samego wyrafinowania Twojego performance, odpłacającego artyście-doktorowi pięknem za nadobne.
Życzę powodzenia całej akcji!
autor Logos Amicus
Gospodarzu,
muszę wyznać, że od paru dni zamierzam dokonać radykalnej akcji artystycznej, przy której wyczyn Daniela Olbrychskiego okazałby się być nic nie znaczącym epizodem. Otóż planuję, publicznie i na oczach pacjentów, udusić gołymi rękami pewnego lekarza z 30-letnią praktyką, który dwukrotnie (!) popełnił jakieś dziecinne błędy wypisując mi orzeczenie lekarskie, wymagane przez mój instytut
Wg informacji tam zawartych (pan doktor pomylił cyferki), ukończyłem 55-ty rok życia i mam problemy ze wzrokiem
Krążę więć obecnie od Annasza (w Krakowie, na zupełnych przedmieściach) do Kajfasza (w cetrum Krzeszowic), spóźniając się przy tym do pracy.
Przy takim natężeniu złych myśli, jakie krążą w mojej głowie, najbardziej nawet najbrutalniejsze obrazy Bacona, filmy Kubricka albo monologi Lindy to sielanka 
Pozdrawiam!
autor Geograf
blog: globuspolski.blox.pl
Geografie,
pewnie to Cię zdziwi, ale Rubika ośmielałbym się przed niektórymi nań atakami bronić.
Ja, podobnie jak Ty, Olbrychskiego nie potępiam, ale już - w przeciwieństwie do Ciebie - nie widzę w jego ataku z szablą na te zdjęcia nic wyrafinowanego.
Odważne to było? Tak. Mądre? Tutaj bym się zastanawiał.
Pozdrawiam serdecznie!
autor Logos Amicus
Defendo,
żałuję tylko tego, że tej naszej rozmowy (choćby na temat gustu) tutaj nie ma :)
autor Logos Amicus
Witaj miziole,
ciekawe zagadnienie: na ile intymne jest nasze doświadczenie sztuki w sytuacji, kiedy przeżywamy coś w grupie, czy też nawet w tłumie (kino, teatr, opera, koncert...)
Wydaje mi się, że również w takim momencie odbiór sztuki zachowuje swoją jednostkowość i subiektywizm - pozostając czymś bardzo osobistym, czasem wręcz intymnym. Choćby tylko z tego względu, że wszystko w końcu i tak przechodzi przez nasze zmysły i umysły.
A jednak wpływu grupy nie można przecenić - kłania się tu psychologia tłumu, nasze "stadne" odruchy.
PS. Kiedy byłem młody uwielbiałem rocka (nadal go lubię), i to zwłaszcza tego ciężkiego. Uczestniczyłem w wielu koncertach, ale zawsze miałem poczucie, że muzyka dociera do mnie bezpośrednio... to była ta intymność, często bardzo intensywna (tak zdarzyło mi się odbierać Janis Joplin, Hendrixa, Led Zeppelin, Cockera, Pink Floydów, Dylana...) Do dzisiaj doskonale to pamiętam. Zresztą nadal w kącie mojego pokoju stoi Fender Stratocaster, na którym niekiedy pogrywam sobie "razem" z Claptonem, czy Stevie'm Ray Vaughanem.
A kolejek do Luwru udało mi się uniknąć, podobnie tych do Musée d'Orsay. Mimo tłumów, jakie nawiedzają te miejsca, zdołałem jakoś dotrzeć bezboleśnie do moich ulubionych obrazów. Bywało nawet tak, że mogłem z którymś z nich poobcować... będąc samemu w sali, w której wisiał.
(Te, które wsadzono za szkło omijałem szerokim łukiemm, gdyż nie chciałem się denerwować? Właśnie dlatego, że szyba pozbawia mnie intymnego kontaktu z obrazem.)
autor Logos Amicus
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 787 141 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||

Świat nie przestaje mnie zadziwiać.
Refleksje na temat szeroko pojętej kultury i człowieka: literatura, kino, filozofia, sztuka, psychologia, kultura masowa, natura, podróże...